Czytelnia / Tłumaczenie literackie

(„A. PRIMERA letra del Alphabéto [...]. En el orden es la primera, pòrque es la que la naturaleza enseña al hombre desde el punto del nacer para denotar el llanto, que es la priméra señál que dá de haver nacído; y aunque tambien la pronuncia la hembra, no es con la claridád que el varón, y su sonido (como lo acredita la experiencia) tira mas à la E, que à la A, en que paréce dán à entendér, que entran en el mundo como lamentandose de sus priméros Padres Adán y Heva".)

Dla porównania, Oxford English Dictionary, najwspanialszy ze słowników, niezmiennie pod redakcją znakomitego dr Jamesa Murraya (nawet pomimo upływu ponad stu lat od wydania Diccionario de Autoridades), podaje następującą definicję litery „A":

„A: pierwsza litera alfabetu łacińskiego oraz jego licznych, później zmodyfikowanych wersji (np. prototypy: Alpha w języku greckim lub Aleph w języku fenickimi i starohebrajskim), będąca w języku angielskim i łacinie „niską-tylną-szeroką" samogłoską wymawianą przy najszerszym rozwarciu szczęk, gardła i ust.

Formę liczby mnogiej zwykło się zapisywać w języku angielskim jako: aes, A's lub As". Pierwszy ilustrujący cytat pochodzi z czternastowiecznego nortumbryjskiego wiersza Richarda Hampole'a pt. A Pricke of Conscience. Jak bardzo inne podejście po upływie stu lat!

Mogłoby się wydawać, że wraz z upływem czasu, nowymi doświadczeniami w dziedzinie leksykografii oraz lepszym zrozumieniem świata najbliższego leksykografom krytyczne opinie i na swój sposób szalone definicje zostały wyeliminowane ze współczesnych słowników. Ale nic takiego się nie stało.

Dodam tylko, co nieczęsto się zdarza, dzięki Ci, Boże, ponieważ jednym z moich ulubionych słowników jest Chambers's Twentieth Century Dictionary.

Wydany po raz pierwszy w 1901 roku pod pracowitą redakcją Thomasa Davidsona, a także później, pod równie sprawną redakcją, zyskał miano kultowego słownika za sprawą ekscentrycznych i oryginalnych wpisów.

Weźmy na przykład dobitną definicję wyrażenia „w średnim wieku": „okres pomiędzy młodością i starością, szacowany na różne sposoby z myślą o danej osobie", lub przepysznego „eklera": „ciasto o podłużnym kształcie i krótkiej dacie ważności" (jak napisał Liddell Geddie, jeden z leksykografów, swego czasu redaktor), lub tajemniczej, patriotycznej krainy „Land O' the Leal": „dom osób błogosławionych po śmierci, niebo, nie Szkocja". Pokochalibyście tych ludzi.

Wszystkim wydaniom Chambersa od 1901 roku takie niedociągnięcia uchodziły na sucho, nie umniejszając przy tym wiarygodności, ponieważ jego zwolennicy (łącznie ze mną) szanują pomyślunek, erudycję, wiedzę, poczucie humoru, odwagę oraz ironiczny polot redaktorów tego słownika.

Mimo wszystkich ekscentryczności, w Chambersie nie znajdzie się definicji, które miałyby zniekształcić prawdziwe znaczenie słowa lub terminu.

Redaktorzy słownika sprawiają, że życie wszystkich tych, którzy żyją słowem pisanym staje się bardziej zabawne. Zwracam się do nich: chapeau bas!

Nie wszystkie krytyczne opinie w słownikach są erudycyjne, naukowe, dowcipne, zabawne lub przystępne.