Czytelnia / Tłumaczenie literackie

Pod koniec września do księgarń trafił uwspółcześniony przekład Nowego Testamentu. Twórcy odświeżonej wersji swój pomysł tłumaczyli faktem, że do tej pory Jezus w Ewangeliach przemawiał do ludzi nieco niezrozumiałym językiem. Wynikałoby z tego, że tak naprawdę przetłumaczono polską wersję Biblii Tysiąclecia z lat pięćdziesiątych, na język polski, którym (według autorów nowego przekładu) posługują się młodzi Polacy w XXI wieku. Z kart Ewangelii zniknęli „błogosławieni”, w miejsce których pojawili się „szczęśliwi”, określenie „niewiasty” zostało zastąpione słowem „kobiety”. Dość mocno zmieniła się również forma modlitwy „Ojcze nasz…”
  
Na forum.gazeta.pl pojawiła się dyskusja, dotycząca przede wszystkim zwrotu „i daruj nam nasze długi jako i my darowaliśmy naszym dłużnikom”. W zasadzie bardziej przypomina to modlitwę komornika czy też pożyczkodawcy, niż przeciętnego człowieka. W poprzedniej wersji, mówiącej o winach, wiadomo było, że prosimy Boga o przebaczenie, na które zasługujemy, przebaczając innym. Według słów ks. Lubasia, autorzy nowego przekładu Pisma Św. chcieli, aby „ta Księga żyła i żeby była czytana. A dziś, w dobie uproszczeń i nastawienia na łatwy odbiór, musimy - zachowując oczywiście wszelkie proporcje - tak dostosowywać Pismo Święte, żeby zachęcało do czytania, nie odpychało.” Jednak czy aby na pewno tak się stanie? Jest wiele książek, napisanych wiele lat temu, które pomimo niewspółczesnego języka cieszą się popularnością i zainteresowaniem młodych ludzi. Niektórzy pewnie pamiętają nowe tłumaczenie Kubusia Puchatka, pod tytułem „Fredzia Phi Phi”, które pojawiło się na początku lat 80. Miał to być lepszy, bo wierniejszy przekład, który w założeniu powinien odsunąć na bok tłumaczenie Ireny Tuwim. Przetłumaczono nie tylko tekst, ale i ilustracje. Z kart książki spoglądały koszmarki o oczach olbrzymich niczym spodki, w wyjątkowo ponurej kolorystyce. Tłumaczka Fredzi Phi Phi, przełożyła książkę A.A. Milne słowo po słowie, zgodnie z zasadami słownikowymi, gramatycznymi i właściwie na tym tłumaczenie się kończyło. Brakowało jednak w tej książce „życia”. Pojawiła się nawet opinia, że Kubusia Puchatka przetłumaczył wrażliwy człowiek, zaś Fredzię Phi Phi słownik.

Lekko archaiczny język poprzedniej wersji Nowego Testamentu nadawał Pismu Świętemu pewną charakterystyczną melodię, coś co wyróżniało ją spośród innych książek. Stwierdzenie, że został on dostosowany do „zubożonego słownictwa” niektórych przeraża, a innych bawi, ale na pewno intryguje. Szczególnie zastanawiając się nad Ewangelią wg św. Jana, która jest pełna metaforyki, poezji, symboliki. Czy nowy Nowy Testament nabierze życia, dzięki modernizacji języka jakim jest napisany, pokaże czas, a przede wszystkim czytelnicy.