Czytelnia / Tłumaczenia ustne

Owe rozróżnienie jest ważne, ponieważ wyjaśnia sprzeczne wymogi nałożone przez wielojęzykowe instytucje.

Większa część szkolenia, jakie otrzymujesz, żeby zostać tłumaczem, oraz deontologiczne rozmowy dotyczące tej profesji zdają się wskazywać na tłumaczenie instrumentalne. Twój przekład powinien być pozbawiony kalek z oryginału i wyglądać, jakby został napisany w języku docelowym.

Gdy zapytamy doświadczonych tłumaczy, co im najbardziej schlebia, najprawdopodobniej odpowiedzą, że gdy „klienci mówią, że wcale nie brzmiałem, jakbym tłumaczył".

Jest to prawdą, jeśli chodzi o użyteczność twojego tłumaczenia (płynność, styl, intonacja, przerwy). Jednakże zapotrzebowanie na użyteczne, instrumentalne tłumaczenie nie powinno być źle zrozumiane.

Nie może ono zakładać, że tłumaczenie nie może zawierać niczego, co brzmi dziwnie, np. nieprzewidziane wizerunki występujące w idiomatycznych wyrażeniach w języku źródłowym. Inaczej utkwilibyśmy w nieprzetłumaczalności, która często spędza sen z powiek uczonym w takich przypadkach jak idiomatyczny pudding niemający intertekstualnych odniesień i będący komunikacyjną porażką (nawet niewielką).

Wszystko to wygląda jeszcze dziwniej, jeśli odniesiemy się do dokumentów ETS.

Jak już zostało powiedziane, informują one o swoim statusie na pierwszej stronie i są pełne słów i zdań w różnych językach z załączonymi tłumaczeniami. Ponadto, takie zdania są również przeplatane nawiasami „(...)" wskazującymi, że niepotrzebna część tekstu została ominięta (przez tłumacza).

Czasami również oryginalne numery stron zostają zachowane na marginesie, aby łatwiej można było odnieść się do tekstu. Tak więc tłumaczenie dokumentów procesowych dla ETS to z pewnością tłumaczenie instrumentalne.

Dlaczego więc przekłady w takiej instytucji jak ETS poddane są dwóm przeciwstawnym wymogom, tj. dokumentarnym w tłumaczeniach pisemnych i instrumentalnym w ustnych?

Bardziej paradoksalny jest fakt, iż odbiorcami tłumaczonych tekstów lub przemówień są zazwyczaj ci sami eksperci z ETS, którzy przyzwyczaili się do funkcjonowania w wielojęzykowych środowiskach. Dlaczego więc dalej ich oszukiwać, że to co słyszą w słuchawkach to oryginalny tekst w języku docelowym?

W odniesieniu do swojego doświadczenia w dwujęzycznej Kanadzie, Brian Mossop (1990) trafnie stwierdził, iż tłumaczenia pełne idiomów w języku docelowym i neutralizujące wszystkie obce elementy likwidują ważne aspekty rzeczywistości politycznej i socjalnej, w której powstało tłumaczenie.

Powracając do naszych anegdot, czy istnieje jakiś powód, żeby pozbyć się puddingu i przeskoku kwantowego? Czy istnieje jakiś powód, dla którego nasi słuchacze mogliby nie dostrzec, poprzez nasze tłumaczenia, że mówca zaczerpnął wyrażenia ze swojej tradycyjnej brytyjskiej kultury?