Czytelnia / Tłumaczenia ustne

Dałoby to później tobie i twojemu koledze po fachu duże pole do popisu. Co więcej, dostarczyłbyś swoim słuchaczom informacji o innych kulturach, do tego stopnia, iż dowiedzieliby się oni, ze Brytyjczycy ufają tylko i wyłącznie swoim puddingom, kiedy je jedzą.

Dlaczego więc nie jesteśmy chętni do zawierania w naszych tłumaczeniach rzeczy, które mogą dziwnie brzmieć? Oczywiście trudno jest mieć na końcu języka znaczenie idiomu, a przy tym wystarczającą ilość czasu na jego wyjaśnienie, jednak z pewnością nie jest to o wiele trudniejsze niż rozszyfrowanie nazwy Tarifvertrag zur Anpassung des Tarifsrechts. Moim zdaniem, musi istnieć jakiś inny powód.

Pierwszym powodem mogą być oczekiwania wobec tłumacza, stawiane przez niego samego i przez społeczeństwo.

Jeśli potraktujesz idiom jako realia i wyjaśnisz jego znaczenie, zamiast zastąpić go odpowiednikiem (jednak kto decyduje, iż dwa idiomy są swoimi odpowiednikami? Słowniki? Twój nauczyciel? Czy naprawdę im ufasz?) w języku docelowym, to w ten sposób przekazujesz czytelnikom dwie wiadomości, czyli jedną od mówcy, tj. znaczenie idiomatycznego wyrażenia, oraz drugą - o mówcy i kulturze kraju, z którego pochodzi.

W tym przypadku faktem jest, iż wybrał on dla wyrażenia swoich myśli idiom , który jest najprawdopodobniej standardowo używany w jego kulturze. Dokładniej mówiąc, ktoś mógłby powiedzieć, że dodajesz coś, co nie występowało w oryginale.

Nasuwa się pytanie, czy jako tłumacz masz prawo do dodania drugiej wiadomości do siebie. Osobiście uważam, że tak.

Jesteś upoważniony do wyjaśnienia idiomu, ponieważ twoi słuchacze powinni mieć pełny obraz osoby, która do nich przemawia. I masz prawo do dodania drugiej wiadomości, ponieważ informacje o mówcy i języku, którego on używa, zostały już zawarte w oryginale dla słuchaczy pochodzących z tej samej kultury.

Podsumowując, jeśli potraktujemy wartość teorii („the proof of the pudding" przyp.tłum.) tak samo jak Bundesarbeitsgericht, to tak naprawdę do oryginalnej wiadomości nic nie dodajesz i zachowujesz swoją zdolność do używania odniesień intertekstualnych w tłumaczeniach.

Drugim powodem, dla którego rzadko stosuje się wyżej wymienioną metodę, są oczekiwania stawiane przez wielojęzykowe instytucje. Aby to lepiej zrozumieć, potrzebujemy wprowadzenia nowej teorii, a mianowicie tłumaczenia dokumentarnego i instrumentalnego.

Rozróżnienie tych dwóch typów powstało na przestrzeni lat, m.in. dzięki badaniom nad dowolnym lub dosłownym tłumaczeniem (lub formalnym i dynamicznym odpowiednikiem, czy też otwartym bądź ukrytym tłumaczeniem) przeprowadzonym przez Christiane Nord (1999). Jest to również przejrzyście wytłumaczone w internetowym artykule Andrew Chestermana (2000):

Tłumaczenie dokumentarne jest wyraźnie dokumentem innego tekstu, jest to tłumaczenie czegoś innego. Na tyle, na ile określa się je sprawozdaniem z innej komunikacji, jest to w pewnym sensie mowa zależna.

Natomiast tłumaczenie instrumentalne funkcjonuje jako samodzielny instrument komunikacji, jest niezależne od tekstu źródłowego i osadzane jest na podstawie tego, jak dobrze oddaje jego znaczenie.