Czytelnia / Tłumaczenia ustne

Powrót do początku? Może nie

Po tym jak zdaliśmy sobie sprawę, że istnieje kilka sposobów na poradzenie sobie z idiomami i wyrażeniami odnoszącymi się do kultury, nawet jeśli występują w tym samym tekście, możemy odnieść się do praktyki tłumaczeniowej w ETS.

Według teorii intertekstualności, kiedy uczestnicy mówili o puddingach i przeskokach kwantowych, automatycznie neutralizując odniesienia do kultury i zastępując je czymś, co brzmiało naturalniej w języku docelowym, nie wychodziło to najlepiej.

Najwyraźniej pozostawiliśmy naszych współtłumaczy na pastwę ciągle pojawiającego się tego samego zdania.

Zatem potrzebujemy jakiejś alternatywy. Jeżeli zastępowanie wyrażeń się nie sprawdza, dlaczego nie spróbować importowania idiomów w naszym własnym tłumaczeniu?

Na pierwszy rzut oka może się to wydawać niepraktyczne i jest to całkowicie uzasadnione. Słuchacze najzwyczajniej nie zrozumieliby tekstu, gdyby tłumacz zaczął mówić o puddingach czy przeskokach kwantowych, które nie występują w ich rodzimym języku. Jednak mogłoby to zadziałać w tłumaczeniu pisemnym.

Jak to się dzieje, że wszystkie dokumenty dotyczące jakiejś sprawy, które analizujemy godzinami przed procesem w ETS, są pełne przykładów realiów języka źródłowego przenoszonych do języka docelowego bez żadnej próby ich przystosowania? W jaki sposób to działa? 

Przyjrzyjmy się szczegółom. Zarówno tłumacze z ETS, jak i inni tłumacze prawa wydają się za bardzo nie polegać na tłumaczeniu, kiedy chodzi o poszczególne kategorie elementów kulturowych określających różne instytucje w języku źródłowym.

Jako językoznawcy możemy wierzyć, iż języki wiodą swoje własne życie i nie powinny mieć ze sobą styczności, za wyjątkiem naszych wielojęzycznych mózgów lub koczowniczego, wielokulturowego żywota.

Oczywistą przyczyną wyżej wymienionego poglądu jest fakt, iż teksty z ETS zawierają w sobie różne języki.

Mam przed sobą okładkę dokumentu napisanego w języku francuskim zawierającego skróty i piktogramy wyjaśniające, że jest to tłumaczenie na język angielski: obok francuskiego słowa tłumaczenie pojawia się mały czarny kwadracik oraz znak EN oznaczający język angielski.

Ponadto tytuł jest po angielsku i niemiecku, bez kursywy dla obcojęzycznych słów: Demande de décision préjudicielle introduite par le Bundesarbeitsgericht (odnośnik: sprawa C-284/02, jednak jest to standard dla każdego dokumentu ETS).

Okładka informuje nas również, że całe postępowanie jest w języku niemieckim.

Okładka innego rozporządzenia (C-245/02) w języku francuskim informuje nas, że jest to tłumaczenie na język włoski.

Pejzaż językowy jest jeszcze bardziej urozmaicony, ponieważ nosi francuski tytuł Demande de décision préjudicielle introduite par le "Korkein Oikeus"(dlaczego tym razem w cudzysłowie?) a nazwy stron są w języku angielskim i czeskim.