Czytelnia / Tłumaczenia filmów

Bez względu na wszystko, dla osoby zajmującej się tłumaczeniem napisów lub ich lokalizacją, prawdziwym  horrorem jest sytuacja, gdy jego praca jest oglądana pod mikroskopem i publicznie krytykowana. Lecz w rzeczywistości każdy tłumacz zajmujący się przekładem filmów powinien być przygotowany, aby stawić czoło kontrolom.

Japońscy fani „Władcy Pierścieni" utrzymują, że błędy w tłumaczeniu filmu wpłynęły na niego niekorzystnie, gdyż nie zawierał on informacji dotyczących skomplikowanej fabuły i wielokrotnie pozbawił widownię właściwego kontekstu.

Rozwiązywanie problemów

Skala i zakres skarg dotyczących filmu zdają się być niczym nieuzasadnione, przynajmniej w Japonii. Jest to  tym bardziej zaskakujące, iż tłumacz, do którego te skargi są skierowane, jest znanym ekspertem stojącym za sukcesem wielu superprodukcji w ciągu ostatnich 20 lat.

W japońskim konserwatywnym przemyśle filmowym, w którym mówi się o niej jako o „Królowej napisów", wywołało to spore zamieszanie. Wiele czynników przyczyniło się do takiego obrotu sytuacji.

1.        W przeciwieństwie do innych produkcji hollywoodzkich, „Władca Pierścieni" miał bardzo wymagających fanów, którzy bardzo dobrze znali tę powieść i byli bardzo krytycznie nastawieni do jakichkolwiek odstępstw poczynionych przez tłumacza. Ten czynnik zdaje się być niedoceniony.        

2.        Tłumacze filmowi tworzący napisy są w stanie wykonać zadanie bez znajomości oryginalnej powieści, na której film jest oparty. Jednak w tym przypadku fani utrzymują, że widoczny brak znajomości specyficznego świata Tolkiena był zgubny. Twierdzą oni, że zrozumienie nietypowego rodzaju słownictwa i wyjątkowej atmosfery całej powieści były nieodzowne, aby „zrobić to dobrze".

3.        Absurdalnie krótki czas na stworzenie napisów stał się już chyba normą w przemyśle filmowym (w przypadku „Władcy Pierścieni" podobno tłumacze mieli na to zaledwie tydzień). Co więcej, konserwatywny japoński przemysł filmowy oraz duży stopień monopolizacji przez kilku czołowych tłumaczy, zdają się potwierdzać, że praca jest stale wykonywana przez te same osoby.

Jednak  nie była to sytuacja bez wyjścia. W takich wypadkach angażuje się tłumacza oryginalnej wersji książki, na której oparty jest film, jako recenzenta.

Nie jest to rzadka praktyka. Przykładem jest chociażby japońska wersja filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny", nad którego przekładem tłumacz (co ciekawe, ten sam co w przypadku „Władcy Pierścieni") ściśle współpracował z japońskim tłumaczem książki.

Dzięki temu uniknięto ewentualnych nieporozumień wśród młodych fanów Harry'ego Pottera, którzy znają wersje książkowe. W przeciwieństwie do „Władcy Pierścieni", film i książka w języku japońskim mają ten sam tytuł.

Tłumaczenia literackie zajmują zwykle więcej czasu niż twórca napisów może im poświęcić, rozmyślając nad właściwym przekładem tytułu, imion, wyrażeń itp. Dlatego ponowne użycie pracy tłumacza, gdzie jest to możliwe, może przyczynić się do podniesienia jakości tłumaczenia.