Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Tylko relacje pragmatyczne mogą być zatem rozważane w ramach semantycznego komponentu analizy makro. Dzieje się tak, ponieważ te relacje są typowo semantyczne. Inne typy relacji, ze względu na ich tekstowe i stylistyczne wartości, będą rozpatrywane w osobnych komponentach.

1.3.1.1. Relacje paradygmatyczne: synonimy i pola semantyczne

Znaczenie synonimii jako paradygmatycznej relacji semantycznej w tłumaczeniu określone jest przez Baldingera następująco: „Tłumaczenie to nic innego jak problem z synonimią”. Jasne jest zatem, że Baldinger postrzega synonimię w najszerszym tego słowa znaczeniu: jako poszukiwanie ekwiwalentów (w tłumaczeniu) na wszystkich poziomach językowych. Tłumaczenie jednak nie może być odbierane jako przypadkowe dopasowywanie zwrotów SL do ich odpowiedników w TL. Każdy może to zrobić w oparciu o słownik dwujęzyczny. Tłumacz natomiast musi przeanalizować znaczenie zwrotów SL przed próbą szukania dla nich ekwiwalentów w TL.

Poszukując trafnych odpowiedników w TL, tłumacz wciela się w rolę kompetentnego pośrednika czytelników; musi rozpoznać obszary, w których kultury się zazębiają, oraz lingwistyczne interferencje pomiędzy językami. Tutaj rozpoczyna się jego męka: identyczne symbole w dwóch językach nie muszą nieść tego samego znaczenia. O wiele gorsza jest różnica w ludzkich doświadczeniach oraz w ograniczeniach pojęciowych w poszczególnych językach, która „nie daje się wyjaśnić”. Fakt, że zwroty leksykalne kodują ludzkie doświadczenia, a ich myśli mogą być dzięki nim wyrażone, prowadzi nas do stwierdzenia, że przesunięcia w synonimii są nieuniknione.

Poza problemem denotacji w synonimii, Nida uważa strukturę słów za kolejny obszar potencjalnych przesunięć. Pisze o tym:

Obszar kulturowy może jednak stanowić największą trudność dla tłumacza. Tłumacząc tekst zawierający obszar kulturowy w języku źródłowym, ale już nie w języku docelowym, tłumacz często musi tworzyć wszelkiego rodzaju opisowe odpowiedniki, aby przekazać coś, co jest obce dla czytelnika docelowego.

Uważamy, że proces znajdowania semantycznych odpowiedników ma miejsce przy dokonywaniu różnych przesunięć w centralnym i/lub pobocznym komponencie leksyki ST. Dzięki ostrożnemu kontekstowemu warunkowaniu, tłumacz może usunąć lub umieścić pewne wartości składnikowe utożsamiane z leksyką ST.

Według Nidy „w wielu przypadkach, przesunięcia mają miejsce tylko z dosłownego etymologicznego znaczenia do takiego, które jest bardziej odpowiednie pod względem funkcjonalnym”. Nida podaje przykład słowa „devil”, którego znaczenie etymologiczne to „Satan”. Po przetłumaczeniu, powiedzmy, na arabski, to słowo nie znaczyłoby nic bez wykorzystania przesunięcia etymologicznego, czyli bez odwołania się do etymologicznego pochodzenia. Inny typ przesunięcia to „od ogółu do szczegółu” lub odwrotnie.

Jeśli zaś chodzi o słowa i ich desygnaty, tłumacz może się spotkać z jedną z trzech sytuacji. Pierwszą z nich jest „istnienie terminu (i odpowiadającego mu desygnatu) w języku docelowym oraz innego desygnatu pełniącego tę samą funkcję”. Dobrym przykładem będzie przypadek, kiedy tłumacz przekłada z angielskiego na język, w którym nie ma słowa „śnieg”. Musi wtedy zastąpić je we frazie „biały jak śnieg” innym słowem oznaczającym coś białego.