Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Liczba nieporozumień, do których zapewne doszłoby pomiędzy czytelnikami tego krótkiego rozważania, dowodzi kwestii, na którą próbuję zwrócić uwagę: pisanie i redagowanie w obrębie jednego języka jest nie mniej dokładne czy pewne niż tłumaczenie, gdzie angażowane są dwa języki.

Chociaż część czytelników może się nie zgodzić, nie popełniono tak poważnych błędów w tej parafrazie, jakich możnaby się spodziewać.

Taki błąd mógłby się pojawić, gdyby jeden z dziennikarzy zamienił „cudzoziemców" na „Europejczyków" lub „Mieszkańców Zachodu", ponieważ w czasie tego wydarzenia historycznego (Powstanie Bokserów) udział w walkach brali także Amerykańscy i Japońscy żołnierze.

Innym błędem byłoby przeformułowanie „uznano za stosowne" na „zdecydowano się działać szybko", jako że to wyrażenie miałoby wtedy inne znaczenie.

Być może nasze języki, wszystkie języki, nie dają nam takiego „pola manewru", jak nam się wydaje.

Pomimo że jesteśmy przyzwyczajeni do wyrażania jednej rzeczy na kilka sposobów, nie wszystkie synonimy z tezaurusa Rogeta pozwolą nam przekazać tę samą informację bez modyfikacji znaczenia, nie mówiąc już o przekazaniu tego samego wyrazu i emocji. Nasze synonimy nie zawsze są tak bliskoznaczne jak w to wierzymy.

Mimo że pracowaliśmy do tej pory z jednym językiem, podobieństwa do pracy z dwoma językami są oczywiste.

Rzecz jasna, nie ma dwóch języków „naturalnych", które są tak skonstruowane, czy to w przypadku słownictwa, czy składni, że są bliskoznaczne, co wyjaśnia wiele problemów związanych z tłumaczeniem, nie wspominając jeszcze o elementach kulturowych.

Jednak żaden z tych powodów nie zwalnia tłumacza z obowiązku szukania najlepszego możliwego odpowiednika dla każdego słowa w tekście, jak i nie usprawiedliwia publicysty, który nie szukałby najlepszego synonimu.

Czasami może być to niezmiernie trudne zadanie, i dlatego słowa Martina Luthera ciągle są prawdziwe:

„Zdarza się, że prosiliśmy o czternaście dni, nawet trzy lub cztery tygodnie, aby znaleźć szukane słowo, i nawet po tak długim czasie takiego nie znaleźliśmy". (ad 12)

To może przywołać na myśl dokonany przez Umberta Eco, a później powtórzony przez Jacobsona (który był bardzo zainspirowany Pierce'em) podział tłumaczenia na wewnątrzjęzykowe i międzyjęzykowe.

Pierwsze dotyczy „przeredagowywania" tekstu w obrębie jednego języka, czyli tak, jak w eksperymencie dokonywali tego publicyści.

Drugi termin obejmuje to, co Eco nazywa „tłumaczeniem właściwym", czyli umiejętność, którą chcemy przekazać studentom.

Ponownie idąc za przykładem Jacobsona, Eco poszerza tę dziedzinę o ochrzczone przez niego przekładem „międzyznaczeniowym" lub „transmutacją", przekształcenie dzieła na inny środek przekazu, tzn. powieści na film lub symfonii na balet (ad 13).