Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Założone rezultaty mogłyby zostać potwierdzone doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem czytelników, a samo zadanie może być przydatnym ćwiczeniem dla początkujących studentów tłumaczenia, a osobom zaawansowanym dostarczyć ciekawych obserwacji, ponieważ ukazuje najważniejsze elementy procesu tłumaczenia.

Aby rozpocząć nasz eksperyment, wyobraźmy sobie, że pewna grupa wysoko wykwalifikowanych publicystów zebrała się w pewnym pokoju i usiadła przy okrągłym stole.

Ci publicyści, wszyscy w podobnym wieku, są obytymi i szanowanymi przedstawicielami swojej profesji. Ponadto, każdy z nich studiował w tej samej szkole dziennikarskiej mając tych samych wykładowców.

Można zatem założyć, że wszyscy mają niezwykle podobne pochodzenie, punkt widzenia i poglądy dotyczące pisania i redagowania.

Publicystom tym wręczono fragment tekstu napisany w ich ojczystym języku, czyste kartki papieru i za zadanie mają sparafrazować dany tekst.

Wszyscy natychmiast zabierają się do napisania własnej parafrazy tego samego tekstu, bo przecież parafrazowanie jest powszechnym ćwiczeniem dziennikarskim i nie odbiega od tego, co robią zazwyczaj.

Biorąc pod uwagę prawie identyczne pochodzenie uczestników eksperymentu, można założyć, że ich parafrazy okażą się zadziwiająco podobne i będą różnić się od siebie tylko drobnymi szczegółami.

Ja jednak nie wierzę, żeby było to możliwe, jak również nie sądzę, by jakikolwiek czytelnik zapoznany ze skomplikowaną naturą języka wyciągnął takie wnioski.

Jeśli zebralibyśmy te parafrazy - pięć, dziesięć, czy ile by ich nie było - i przeczytalibyśmy każdą z nich naszym publicystom na głos, jestem przekonany, że byliby zdziwieni z jak wielu różnych perspektyw można odebrać jeden tekst.

Otrzymując takie wyniki w tak niezróżnicowanej grupie publicystów, analogiczne rezultaty wśród nieujednoliconej grupy pisarzy lub dziennikarzy byłyby jeszcze bardziej widoczne.

Jeśli zastąpilibyśmy publicystów studentami tłumaczenia i poprosili ich o przetłumaczenie krótkiego fragmentu, myślę, że, jak każdy czytelnik przypuszcza, efekty byłyby takie same, tym razem biorąc pod uwagę dwa języki.

Nie boję się także przepowiedzieć, że indywidualne różnice w stylu i doborze słów, które możnaby odkryć, zarówno w przypadku dziennikarzy, jak i tłumaczy, można podzielić na dwie kategorie.

W pierwszej, znacznie liczniejszej grupie znalazłyby się rozbieżności, co do stopnia swobody, na jaki pozwolili sobie dziennikarze tworząc własne teksty.

Zapewne, słysząc kolejne wersje czytane na głos, uczestnicy eksperymentu zaczęliby się spierać o to, czy dane słowo lub fraza są synonimami tych w oryginale, a ich wspólna, koleżeńska dyskusja dotyczyłaby niewielkich różnic.

Zadanie napisania idealnego tekstu, jak najbardziej neutralnego w wymowie i jak najbardziej zbliżonego do oryginału, to zadanie, przed którym dziennikarze stają codziennie.