Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Jednocześnie, mając na uwadze zarzuty, że transfer znaczenia pomiędzy dwoma językami jest trudny, niemożliwy, a nawet zakrawający na świętokradztwo, prawie każdy uważa, że przekład jest konieczny i, przynajmniej do pewnego stopnia, wykonalny.

Jako że istnieje tak wiele obaw dotyczących tak powszechnej czynności, zdaje się, że mamy do czynienia z osobliwą anomalią, taką, która wymaga dokładnego wyjaśnienia.

Pomimo tego bezkresnego morza wątpliwości, pomniejszania własnych zasług, a nawet rozpaczy otaczającej kwestię tłumaczeń, jest to błędna postawa.

Starogreckie (a nawet łacińskie) nazwy tłumaczy ustnych mają tak szerokie znaczenie, że zawierają w sobie pojęcia: mediatora, negocjatora umów, czy nawet swata.

Dzisiejsi tłumacze ustni, a w szczególności ci, którzy muszą radzić sobie podczas konferencji, na sali rozpraw albo w sprawach medycznych, pomagając w szpitalu, także wcielają się w różne role.

Począwszy od najmniejszych rodzin czy klanów z przeszłości, aż do obecnych olbrzymich, niezależnych narodów, w każdej fazie procesu ich powstawania tłumacze ustni i pisemni odgrywali istotną rolę w negocjacjach kluczowych warunków umów ustnych, a później w tworzeniu ich wersji pisemnych.

Dzisiaj rozróżniamy wiele profesji i zajęć związanych z językiem: pisarstwo, redagowanie, tłumaczenie ustne i pisemne, nauczanie oraz związane z tym umiejętności, objaśnianie tekstów prawnych i religijnych, szkolenia językowe dla piosenkarzy i aktorów, jak i te najbardziej współczesne, czyli reklama i public relations.

Jednak każda z nich może być uważana za produkt pracy wykonywanej przez pierwszych tłumaczy ustnych obarczonych wyjaśnianiem i definiowaniem rozbieżności pomiędzy różnymi formami językowymi.

Upamiętniać ich rolę może dzisiejsze użycie słowa „tłumaczyć", które może być „przetłumaczone" jako „objaśniać", „podsumowywać" lub „czynić coś zrozumiałym".

Abstrahując od jego funkcji pomocniczej albo bycia drugorzędną kopią czegokolwiek, tłumaczenie, czy też proces bardzo do tego podobny, może być ukazywany jako czynność usprawniająca komunikację i służyć jako jej przykład lub model przez całą epokę ewolucji języka, nieważne jak długo miałaby trwać.

Pomijając także fakt, że przekład można za wiele winić, widać, że tak naprawdę nasze wątpliwości biorą się z naszych obaw dotyczących języka i jego związku ze światem, który nas otacza.

Można jasno stwierdzić, że nie ma nic złego w tłumaczeniu, które samo w sobie nie jest szkodliwe dla języka. Mówiąc inaczej, procesy tłumaczeniowe rzadko kopiują i streszczają procesy właściwe naturze języka.

Takie pozornie lekkomyślne stwierdzenia, jak te, mogą być uzasadnione i poparte opisem pewnego prostego doświadczenia, przedstawionego tutaj bardziej jako eksperyment hipotetyczny, ale bardzo prawdopodobny w rzeczywistości, tak jak jest to opisane.