Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Na przestrzeni lat i kultur można napotkać wiele ostrzejsze recenzje i komentarze, począwszy od typowych: „to tłumaczenie jest niedokładne", aż do wciąż powtarzanego: „traditore tradutore" [tłumacz to zdrajca - przyp. tł.], lub słynnych słów Cervantesa:

„[...] tłumaczenie z jednego języka na drugi [...] jest jak podziwianie flamandzkich arrasów od tyłu; chociaż widać kształty, pełno na nich nitek przysłaniających widok, a to, co przedstawiają, nie jest tak przejrzyste i gładkie jak wtedy, kiedy patrzy się z drugiej strony". (ad 4)

Równie rozpaczliwie krytyczna jest opinia Wilhelma Von Humboldta, że „tłumaczenie wydaje się być próbą zrealizowania niewykonalnego zadania" (ad 5).

Jest też pewna protekcjonalna wypowiedź francuskiego krytyka z dziewiętnastego wieku, Edmonda Scherera:

„Tłumaczenie zawsze przypomina wyczerpującą chińską układankę: można być pewnym, że każde rozwiązanie pozostawi coś do dodania". (ad 6)

Natomiast w 1916 roku pewien historyk i pisarz klasycysta wygłosił żarliwie religijną opinię:

„[...] przekład to grzech [...] manipulowanie inspiracją, bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu". (ad 7)

Jednak taka szlachetna gorliwość wobec przekładu nie była zupełnie przypadkowa. Nawet George Steiner, jeden z najżyczliwszych zwolenników tłumaczenia, zauważył:

„Ten odwieczny problem, czy tłumaczenie jest rzeczywiście możliwe, ma swoje początki w religiach starożytnych i wątpliwościach psychologicznych, czy w ogóle powinna istnieć jakaś możliwość przejścia z jednego języka na drugi". (ad 8)

Ten pogląd dotyczący nie tylko przekładu, lecz także obejmujący wszystko, co związane z językiem, znajduje oddźwięk i potwierdzenie w słowach japońskiego lingwisty Takao Suzukiego oceniającego swoich rodaków:

„W naszym kraju mamy wrażenie, że dla cudzoziemców zrozumienie Japończyków jest nienaturalne". (ad 9)

Chciałbym jeszcze wspomnieć, że nawet kiedy brak jest takich typowych wyzwań, przez niektórych tłumaczy ciągle przemawia pesymizm, zapoczątkowany przez Rogera Bacona już w 1268 roku:

„Przecież to niemożliwe, żeby specyficzne cechy jednego języka pojawiły się w innym języku..., dlatego wspaniałe dzieło w jednym języku nie może być przetłumaczone na inny język, ponieważ wymaga ono tych szczególnych właściwości, które posiada w języku źródłowym". (ad 10)

Już w 330 roku naszej ery grecki uczony i mistyk Jamblich z Chalkis, próbując przetłumaczyć święte księgi egipskie na grekę, zauważył:

„Tłumaczone pojęcia nie zawsze zachowują pełne znaczenie, a każdy naród posługuje się pewnymi idiomami, których nie da się zmyślnie przekazać innym narodom. Można spróbować je przełożyć, ale nie będą już tak samo oddziaływały". (ad 11)