Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Z czysto teoretycznego argumentu, że tłumaczenie jest niemożliwe, ponieważ języki różnią się strukturą oraz zdroworozsądkowego stwierdzenia, że ludzie na świecie tłumaczą i rozumieją się nawzajem, wynika, że koncepcja tłumaczenia jako procesu negocjacji (pomiędzy autorem a tekstem, autorem a czytelnikiem, jak również pomiędzy strukturą obu języków i encyklopediami obu kultur) jest jedyną, która odpowiada naszemu doświadczeniu.

Język kontrolowany, listy terminologii i inne technologie językowe są próbą zminimalizowania negocjacyjnych aspektów tłumaczenia. I działają one poprzez wstępne, efektywne negocjowanie wielu kwestii przed rozpoczęciem tłumaczenia - punkty podlegające dyskusji są ustalane, zanim stają się kwestiami, dzięki czemu nie wymagają za każdym razem specjalnego rozważania.

Na przykład lokalizując tekst o zapobieganiu dżumie i ustalonej liście terminologii, gdzie szczur = ratto, od razu podjęlibyśmy decyzję o podkreśleniu określonych możliwości dot. szczura, i ta wstępna negocjacja uchroniłaby niniejszą kwestię od wywołania problemu.

Tak więc chociaż w przemyśle GILT może kusić nas stwierdzenie, że nie mamy do czynienia z tymi samymi kwestiami negocjacji co nasi koledzy od tłumaczeń literackich, to tak naprawdę mamy z nimi do czynienia. Nasz istotny wkład w sposoby ich kontrolowania pokazuje, jak ważne są efektywne negocjacje.

Jak już wspomniano podstawą większości negocjacji nie jest język sam w sobie. To pozwala nam odróżnić błędy od problemów, które nie są błędami, lecz mogą wciąż wymagać rozważenia. Eco przedstawia poniższy fragment jako przykład błędu:

Innym razem, w tłumaczeniu książki psychologicznej, odkryłem, że w trakcie eksperymentu, „l'ape riuscì a prendere la banana posta tuori dall sua gabbia aiutandosi con un bastone", a dokładniej: pszczole udaje się chwycić banana leżącego poza klatką za pomocą kijka.

W tym przypadku, angielskie ape zostało przetransferowane do włoskiego jako ape ‘bee', wyraźny błąd.

To byłoby wyraźnym błędem w każdej lokalizacji, i klient miałby prawo zażądać poprawienia tekstu na koszt tłumacza, oraz jeśli takie pomyłki byłyby powszechne, wycofać zapłatę na podstawie stwierdzenia, że przekład był błędny.

Na ogół jednak niezadowolenie z lokalizacji nie wynika z tak prostych rzeczy, lecz raczej z powodu problemów ze stylem, tonem lub podobnymi cechami.

W tym właśnie punkcie temat podjęty przez Eco staje się szczególnie użyteczny dla nas z przemysłu GILT - poprzez zrozumienie negocjacyjnej natury tego, co robimy, możemy naprawić problem przed jego pojawieniem się.

Jeśli wszyscy zastanowimy się nad tym, czego oczekujemy od naszych przetłumaczonych tekstów, oraz upewnimy się, że nasze oczekiwania odpowiadają rzeczywistości i potrzebom, doświadczymy mniej sporów.

Za każdym razem, gdy klient prosi o „doskonałe" tłumaczenie lub obietnice wykonawcy gwarantują „doskonałość", nie precyzując, co to ma faktycznie oznaczać, występuje wysokie ryzyko nieporozumienia na temat zgodności wyników ze standardami wymaganej i obiecanej doskonałości.

„Mysz czy szczur?" jest przyjemnym tekstem poruszającym ważne kwestie dotyczące naszej pracy w dziedzinie GILT, którą jednocześnie często ignorujemy. Napisana z charakterystycznym dla Eco humorem i erudycją, książka może nie jest rewolucyjna, jednak ma szansę przyczynić się do lepszej lokalizacji - bez stresu i nieporozumień.