Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Wielkość szczura nie gra roli, jednak inne kwestie, takie jak szybkość, skłonność do straszenia ludzi itd., mają znaczenie. Z drugiej strony, chociaż ratto ogólnie nie jest używane we włoskim jako szczur (topo jest stosowane zarówno dla myszy, jak i szczura w języku potocznym).

Tłumacząc La peste Camus, ratto jest obowiązkowe, ponieważ rozróżnienie myszy i szczura jest konieczne podczas omawiania Czarnej Śmierci w Europie (dżuma była przenoszona przez szczury, w odróżnieniu od myszy).

W każdym przypadku, podejmując decyzję dotyczącą wyboru danego słowa, traci się pewne informacje (rozmiar gryzonia, odróżnienie od innych gryzoni itp.), natomiast inne są zachowane.

W tym właśnie znaczeniu Eco używa negocjacji: coś musimy utracić, żeby zyskać coś innego. Podstawa negocjacji leży zazwyczaj nie w samym tekście, ale w zewnętrznych czynnikach dotyczących języka tekstu.

Chociaż w przemyśle globalizacyjnym, internacjonalizacyjnym, lokalizacyjnym i tłumaczeniowym (GILT) mamy do czynienia z tekstami, które starają się kontrolować język, takie kwestie nigdy nie są w pełni wyeliminowane, i często spotykamy tekst dotyczące dodatkowych działań marketingowych, w których sprawy te nie występują na pierwszym planie.

To, co wydaje się teoretycznym wywodem Eco, może mieć w rzeczywistości wpływ na prowadzenie interesów. Nie tylko świadomość negocjowanej natury każdego tłumaczenia może nam pomóc uporać się z „lokalizacyjną = jakby stworzoną w miejscu docelowym" mantrą, którą wyrażamy zbyt często.

Gdy lokalizujemy, mamy na celu zachowanie pewnych aspektów tekstu, takich jak znaczenie, nie interesuje nas z kolei przepisanie amerykańskiego stylu użytego w instrukcji obsługi, by dopasować japońską, arabską lub chińską strukturę retoryczną.

By zilustrować fakt, że większość tego, co jest negocjowane nie ma zasadniczo lingwistycznej natury, Eco podejmuje teraz obowiązkowy krok przedstawienia przykładów z systemu MT dostępnego online (używając początku Księgi Rodzaju z angielskiej wersji Biblii Króla Jakuba i tłumacząc go na różne języki), a następnie omówienia, dlaczego odnoszą sukces lub nie:

Jeśli ktoś otrzymał różne wersje Księgi Genesis dostarczone przez Babelfish, domyśli się, że były to tłumaczenia tekstu Króla Jakuba - a nie, powiedzmy, złe wersje pierwszej przygody Harry'ego Pottera.

Jeśli ktoś, kto nigdy nie słyszał o Biblii, przeczyta te wersje, myślę, że nawet tak naiwny czytelnik w pewien sposób zda sobie sprawę z tego, że teksty te traktują o Bogu, który stworzył świat (nawet, jeśli byłoby trudno zrozumieć, co On tak naprawdę uczynił).

Konkluzja Eco, która nie jest szczególnie rewolucyjna (Alan Melby przedstawił podobną tezę w The Possibility of Language) brzmi następująco „by przetłumaczyć, należy mieć szeroką wiedzę, przeważnie niezwiązaną z kompetencjami gramatycznymi."

Jednak konkluzja ta prowadzi Eco do postrzegania tłumaczenia nie tylko jako zadania mającego na celu przekazanie tej samej myśli co tekst wyjściowy (cokolwiek by to nie znaczyło), lecz raczej jako działania polegające na negocjowaniu pozycji w przestrzeni intertekstualnej i interkulturowej: