Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Myślę, że to decydowało o największej moim zdaniem korzyści wynikającej ze skupiania się na języku źródłowym, tj. możliwości szybkiego dostosowania się do tłumaczenia tekstów technicznych, które nie należą do dziedziny naszych kompetencji. Jest to uczenie się ignorowania wszelkich synonimów i nazw zastępczych na korzyść form podstawowych – na przykład „A działa na B podczas C”, co ułatwiało wyobrażenie sobie tego, co autor chciał przekazać, a potem wybrania angielskiego odpowiednika.

Przybycie nowych pracowników dostarczyło okazji do ponownego, bardziej obiektywnego omówienia kwestii skupiania się na źródłowym/docelowym języku. Osoby te nie miały doświadczenia z tłumaczeniem wspomaganym komputerowo (CAT): ich proces przekładu polegał na początkowym czytaniu dla ogólnego zrozumienia, a później na tłumaczeniu w oparciu o intuicję, kierując się zasadą, że tłumaczenie końcowe musi wyglądać tak, jakby było pisane przez rodowitego Anglika. Podejście to nie było zbyt radykalne, ale szybko doszło do starć z innymi pracownikami. 
 
Często poruszaną kwestię stanowiła na przykład wierność treści. W języku japońskim, a szczególnie w języku biznesu, można zauważyć przeciągające się i nużące fragmenty, mające na celu spotęgowanie uprzejmości i grzeczności, co nie ma odpowiednika w języku angielskim.

Jeśli trudno jest znaleźć podobny symbol lub wydźwięk, można zaobserwować tendencję do skracania, nawyk, przez który, jeśli jest nadużywany, narusza się oryginał. W rzeczywistości zasada „autentycznie brzmiącego tekstu” była stopniowo potęgowana przez spokrewnioną, lecz mniej zalecaną zasadę kciuka – tj. „jeśli masz wątpliwość, zostaw to”. Używanie tej drugiej heurystyki było upowszechniane z powodu nieuniknionych ograniczeń czasowych spowodowanych troską o stylistykę.

Skupianie się na języku docelowym było również problematyczne ze względu na różnorodność tekstów. Podczas gdy tłumacz jest zmuszony do ciągłego pogłębiania wiedzy, działanie w obrębie tylko jednej dziedziny rzadko jest opłacalnym rozwiązaniem. W ciągu zwykłego dnia w biurze niczym niezwykłym nie będzie otrzymanie tekstów w postaci prywatnych listów, sprawozdań finansowych, opisu technicznego produkcji półprzewodników czy zarysu systemu doprowadzania wody w mieście, wszystko w niewielkich odstępach czasu.

W takich sytuacjach stylistyka staje się mniej ważna, a tekst, przetłumaczony przed upływem terminu, powinien być jak najbardziej wierny, dokładny i jednoznaczny. Oznacza to dbałość o składnię oryginału, zakładając, że tekst będzie miał sens w środowisku specjalistycznym, czyli docelowym. Godne uznania próby moich kolegów dopasowania się do każdej dziedziny oznaczają ciągłe bycie na ostrzu noża, jeśli chodzi o terminy. 

Okoliczności się zmieniły i powróciłem do bardziej rozsądnego rozkładu zajęć. Wspominając pracę w biurze, mam poczucie, że istotna jest równowaga. Zasada skupiania się w tłumaczeniu na tekście źródłowym jest pragmatyczna, skierowana na maksymalną wydajność i, tym samym, zyski. Rezultatem tego jest często tłumaczenie przesadnie patetyczne, którego nie można porównać ze stylistyczną wartością tłumaczeń moich kolegów.

Jednak są przypadki, szczególnie jeśli chodzi o nieznane dziedziny, gdy największe szanse na uzyskanie poprawnego tłumaczenia daje przekazanie struktur gramatycznych oryginału i uczynienie ich nadrzędnymi w procesie tłumaczenia. Co więcej, wykorzystuję teraz tłumaczenia wspomagane komputerowo również w tekstach literackich, gdzie nie ma możliwości powtórzeń. Powodem tego jest fakt, iż skupianie się na poziomie jednego wiersza i jego składni pomaga w rozwijaniu intuicji. Trzymanie się struktur gramatycznych oryginału przyczynia się do uzyskania spójności, na której możemy oprzeć nasze estetyczne wybory. Wybory te składają się na proces twórczy, w którym wszyscy uczestniczymy.