Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Ten facet, Bruno, który mieszka w Niemczech, a może w Austrii lub Szwajcarii, znalazł moją stronę internetową i chce, żebym przetłumaczył jego imię na japoński, żeby mógł zrobić tatuaż ze swoim imieniem w języku japońskim. Oczywiście, mógłbym z łatwością to zrobić, ale wtedy musiałbym wytłumaczyć mu, że aby wyświetlić japońskie znaki katakana, trzeba uruchomić w komputerze Global IME dla języka japońskiego.

Zajęło mi trochę czasu dojście do tego, jak uruchomić Global IME – ściągnąć ze strony Microsoft, która jest ogromna, i dlatego najpierw trzeba znaleźć odpowiednie dane do ściągania, które zależą od tego, jaki masz system: Windows 98, ME czy XP. Jeśli masz XP, Global IME nie będzie działał, dopóki nie zapłacisz Billowi Gatesowi co najmniej 250 USD, a on naprawdę potrzebuje twoich pieniędzy na cały pakiet Office XP Suite, i tak dalej, i tak dalej.

Nie sądzę, żebym mógł wyjaśnić to wszystko Brunowi, który najprawdopodobniej jest narcystycznym, egocentrycznym niemieckim nastolatkiem, biorąc pod uwagę to, że chciał mieć wytatuowane własne imię na piegowatej skórze. Gdyby tylko poprosił mnie o przetłumaczenie na japoński takich imion, jak Brunhilde albo Gertrude, może zrobiłbym to, ale muszę wyznaczyć jakieś granice.

Jakieś 30 lat temu świat był przepełniony granicami nie do przekroczenia. Wtedy, jako przezorny nastoletni buntownik słuchałem stacji France Inter i BBC World Service i za żelazną kurtyną, w mieście zwanym Pragą, gdzie każdy spacer ulicami Starówki był piękną i niezapomnianą przygodą, pochłaniałem jak gąbka języki obce, czeskie piwo i węgierskie wino.

Teraz nie ma tych granic i miasto jest przepełnione amerykańskimi restauracjami fast food idealnymi dla japońskich turystów, którzy zwykle zatrzymują się tutaj na dzień albo dwa, pstrykając sobie zdjęcia na Moście Karola – co jest najbardziej niezbitym dowodem na to, że byli tutaj, tak samo jak w Rzymie, Wiedniu, Amsterdamie, Paryżu i Londynie. Nigdy nie odłączają się od swoich grup, bo mogliby się zgubić, a rozmawiają tylko po japońsku i mają jedynie 8 dni na zwiedzanie „całej Europy”.

Później wrócą do swojego zapchanego metra w stylu sushi i zadymionych biur w Tokio, aby pochwalić się zdjęciami. Myślę, że dopiero wtedy można stwierdzić, że było się w jakimś miejscu, jeśli nagle zgubiło się w nim na kilka lat. Kiedyś zgubiłem się w San Francisco na 10 lat. I muszę przyznać, że 10 lat spędzonych na spacerach najpierw ulicami Pragi i kolejne 10 lat na wędrówkach po ulicach, parkach i plażach San Francisco były, prawdopodobnie, najszczęśliwszym okresem w moim życiu.

Dzisiejszy świat jest mały i nie ma granic. Ale to niekoniecznie pozytywne zjawisko, kiedy takie samo jedzenie, o takim samym plastikowym zapachu jest sprzedawane na całym świecie, kiedy ściany metra pomazane są graffiti, a jeszcze nie tak dawno, 30 lat temu, było ono czyste i bezpieczne, i kiedy informacje o przestępstwach, przemocy i AIDS zalewają pierwsze strony angielskich, japońskich i czeskich gazet.

Jest to jakby nowa fala napastliwej cywilizacji globalnej, jeśli można ją tak nazwać, zalewająca cały świat i przynosząca ogromne ilości brudów do każdego zakątka. Nawet dziś wiadomości w japońskiej telewizji dotyczą głównie przestępczości. Małe dzieci są molestowane i porywane.