Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Powstało na ten temat niewiele książek, istnieje również organizacja naukowa „Stowarzyszenie Badaczy Pochodzenia Języka", która począwszy od 1985 roku organizuje doroczne konferencje.

Ogromna ilość literatury o tej tematyce wskazuje na to, że naukowcy reprezentujący różne dziedziny, często odbiegające od językoznawstwa, nie bali się zaproponować własnych teorii.

Niektóre z nich skupiają się na zmianach w kształcie strun głosowych, detalach związanych z neurologią lub na tzw. językach logicznych.

Ostatnimi czasy oksfordzki antropolog stwierdził, że język ludzki pojawił się nagle, około 10 tysięcy lat temu, w wyniku mutacji ludzkich genów.

Inni twierdzą, że miało to miejsce znacznie wcześniej, kiedy wykształciliśmy krtań, zdolną produkować dźwięki charakterystyczne dla współczesnego języka oraz kość gnykową, która wspiera krtań.

Wielu ekspertów uważa, że zdarzyło się coś niezwykłego; nastąpił wielki podział, magiczny, decydujący moment, od którego język ludzki zaczął prężnie się rozwijać, dzięki czemu różni się od nieokreślonych odgłosów wydawanych przez zwierzęta.

Inne publikacje na ten temat, prawdopodobnie mające na celu odkrycie pochodzenia języka, związane były z komunikacją w łonie, gestem jako protojęzykiem, formami rdzenia słów języków protoindoeuropejskich, psychologią postaci, ewentualnym wpływem śpiewu ptaków, paleolaryngologią, echolokacją, językoznawstwem wg Chomsky'ego, mieszanym symbolizmem, postmodernizmem i innymi.

W niektórych z tych prac udało się uniknąć zagadnienia powstania języka10. A zatem to, co do zaoferowania ma skromny historyk przekładu, dotyczy nie tyle spekulacji, ile wcześniej wspomnianych faktów.

Odwagi do dalszych badań dodały mi poglądy Jacques'a Guya11, autorytetu w dziedzinie języków austronezyjskich. Stwierdził on bowiem, że nie ma powodu, dla którego język miałby rozwinąć się w całości w tak krótkim czasie  ani wyjaśnienia, dlaczego powinien od samego początku posiadać „komplet" samogłosek i spółgłosek.

Zgodnie z jego słowami:

„[...] obniżona krtań, która miałaby zapewniać pełnię fonetycznych umiejętności to bzdura. Nasi wyśmiewani kuzyni, Homo neanderthalensis, radzili sobie z dwiema spółgłoskami (na przykład kaszel lub nudności), dwiema samogłoskami (aarrrgh i hej) i ośmioma tonami, mimo prostej budowy, 48 sylab daje im przewagę nad językiem rotokas (język papuański używany w Nowej Gwinei ze skrajnie uproszczoną fonetyką), składającym się z 35 sylab, sześciu spółgłosek, pięciu samogłosek i żadnych tonów.

Powyższe obserwacje potwierdzają teorię powstania języka i prawdopodobnie pozwalają połączyć prehistorycznych tłumaczy ustnych z tym procesem, omówionym przeze mnie w dwóch poprzednich publikacjach12.

Następujący fragment pochodzi z jednej z nich:

„Jako istoty ludzkie często szczycimy się tym, że jesteśmy jedynym gatunkiem, który rozwinął prawdziwy język, w odróżnieniu od nieokreślonych dźwięków wydawanych przez zwierzęta lub ruchów wykonywanych przez pszczoły. Jednak zdaje się, że o czymś zapomnieliśmy".