Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Jak wiadomo, stoicy preferują niezmiernie subtelny czy raczej zawiły styl argumentowania; a jeśli tak twierdzą sami Grecy, to my tym bardziej musimy, jako że to naszym zadaniem jest tworzenie odpowiednich wyrażeń umożliwiających przekazanie nowych idei. (Notatka 6.)

Dochodząc do takiego wniosku, nie zapominajmy o właściwym temacie naszej konferencji: [SLAJD]

Od czasów mojej młodości nie słowa tłumaczyłem, ale myśli.

        - św. Jerome, ok. 404 r. (Notatka 7.)

To stwierdzenie dotyczy opisanej w mojej pracy Powtarzającej się Idei nr 1, czyli liberalizm kontra dosłowność w tłumaczeniu.

Ten argument pojawia się często, ale chciałbym komentarz do niego pozostawić na później, bo właśnie dotarliśmy do naprawdę ekscytującej i melodramatycznej strony translacji - to niemalże jak przygoda Indiany Jonesa.

Wspomnę jeszcze raz tłumaczy, którzy ponieśli śmierć za wykonywanie naszego zawodu: jedna egzekucja, jedno wymuszone samobójstwo, dwa spalenia na stosie i jedno zasztyletowanie przez religijnych fanatyków.

Istniało ich na pewno jeszcze więcej i teraz właśnie spróbuję Państwu wytłumaczyć, dlaczego w naszej historii było całkiem możliwe, że wielu innych tłumaczy pisemnych i ustnych musiało zapłacić za swą pracę najwyższą cenę.

Oto pierwszy przykład, pochodzący z „Życia Temistoklesa" Plutarcha: [SLAJD]

Temistokles za zgodą ludu pojmał tłumacza i skazał go na śmierć, ponieważ był on podejrzewany o publikowanie barbarzyńskich rozkazów i wyroków sądowych w języku greckim; za to między innymi Temistokles jest chwalony. (Notatka 8.)

Nie jest to może najlepsze tłumaczenie tego fragmentu, jest ono bardzo dramatyczne, ale to prawdopodobnie dlatego, że został on napisany przez angielskiego poetę i dramaturga, Johna Drydena.

A dlaczego podejrzewam, że w ciągu wieków wielu innych tłumaczy spotkał podobny los? Bo na przykład w sytuacji, gdy ma się do czynienia z armią przygotowującą się do wojny, jest całkiem prawdopodobne, że żołnierze się w końcu zdenerwują na kogoś, kto mówi w języku ich wroga, nawet jeśli jest to ich własny tłumacz.

Wiadomo, że wielu Amerykanów w Estados Unidos del Norte [Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - przyp. tłum] jest na tyle głupich, by wierzyć, że gwiazdy filmowe są w realnym życiu takie, jak postaci, które grają, nawet jeśli chodzi o złe charaktery. Sytuacja z żołnierzami i tłumaczem działa na tej samej zasadzie.

Jeśli żołnierz szykuje się do bitwy i nagle w swoim obozie usłyszy kogoś mówiącego w języku wroga, nawet jeśli jest to ćwiczący lub popisujący się przed kolegami tłumacz, jego cierpliwość może się nagle skończyć. Szczególnie jeśli wcześniej coś wypił, co się z jakiegoś powodu dość często zdarza przed walką.

Od dnia ataku na The World Trade Center zdarzyło się nieraz, że amerykańscy tłumacze byli posądzeni o współpracę z islamskimi ekstremistami. W dwóch przypadkach musiano wycofać zarzuty ze względu na brak dowodów. Nie musisz nawet posługiwać się w języku wroga, wystarczy, by uważano, słusznie lub niesłusznie, że jesteś ubrany jak wróg.