Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Jest to recenzja istniejąca w wersji drukowanej i elektronicznej od 1987 r. (Notatka 15.) Według tej wyczerpującej analizy, za pomocą tłumaczenia maszynowego powstaje jedynie niewiele ponad 1% z tych wcześniej wspomnianych 450 milionów przetłumaczonych stron.

Sprawozdanie to cytuje analityków rynku nieprzewidujących żadnych zmian w tym zakresie do 2007 r. Jego autorzy konkludują ponadto, że użyteczność tłumaczenia maszynowego sprowadzi się do tego, że stanie się ono kolejnym narzędziem komputerowym służącym tłumaczom.

Głównym powodem, dla którego ciągle słyszymy te same argumenty przemawiające na korzyść tłumaczenia maszynowego, są właśnie ci „analitycy rynku", ludzie ze znikomą wiedzą na temat translacji czy języka, którzy w dodatku nie są w stanie kontrolować tego płomienia, który wzniecili w swoich umysłach przez ich wizję podbicia przez maszyny naszego wielomiliardowego rynku.

Dlatego powtarzane są wciąż te same twierdzenia i fundusze płyną do tych, którzy je głoszą. Chyba lepiej spróbuję dojść do jakiejś konkluzji, zanim naprawdę posunę się za daleko.

Wcześniej wspomniałem, że są dwa pytania, na które trzeba by teraz odpowiedzieć.

Po pierwsze, dlaczego w ciągu wieków nastąpił znikomy postęp w rozumieniu natury translacji, podczas gdy tak wielki postęp dokonał się w takich dziedzinach jak medycyna, matematyka czy inżynieria?

I po drugie, dlaczego uznanie nieocenionego wkładu tłumaczy w historię ciągle waha się pomiędzy długimi okresami znudzenia a krótkimi wybuchami wielkiej pasji?

Sądzę, że przyczyna leży w ogromnej roli translacji i samych tłumaczy w naszym społeczeństwie, przynajmniej w tym szerszym pojęciu, jakie zasugerowałem.

Rzeczywiście prawie każdy akt komunikacji jest w pewnym stopniu także aktem translacji. Jak już wyjaśniłem za pomocą jasnych form testowania w jednej z moich prac, nie ma wielkiej różnicy pomiędzy tym, co tłumacze robią z dwoma językami a tym, co wszyscy robimy każdego dnia nawet w ramach tylko jednego języka.

(Notatka 16.) Jak zauważył Bruno, wszyscy tworzymy i rozwijamy naukę, wiedzę i samo społeczeństwo, z tym, że tłumacze robią to zarówno w tym szerszym, jak i węższym znaczeniu.

To, czym się zajmujemy, jest po prostu tak wszechogarniające i wszechobecne, że większość laików, a także większość językoznawców, nie potrafi tego pojąć.

Dlatego tak często czytamy w gazetach artykuły zawierające błędne pojęcia, błędne użycia języka lub tak zwane błędy w tłumaczeniu.

Dlatego też istnieją samozwańczy puryści czy fundamentaliści językowi oburzający się naruszaniem ich doktryn o języku i prawdzie aż do tego stopnia, że atakują i zabijają tłumaczy, których obarczają odpowiedzialnością za te naruszenia.

Nie jestem już tak osamotniony w swoich twierdzeniach jak dziesięć lat temu i z przyjemnością zauważam, że Scott L. Montgomery zdaje się zmierzać w podobnym kierunku poprzez swoja książkę wydaną w 2000 r., „Science In Translation: Movements of Knowledge Through Cultures and Time" [„Nauka w translacji: rozwój wiedzy w kulturach i czasie" -przyp. tłum.].