Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Na przykład w napisanej na ten temat książce UNESCO, której jednak nie uważam za zbyt przekonującą, autor twierdzi, że Gerard z Kremony przewędrował z Włoch do Toledo w 1157 r. tylko dlatego, że chciał znaleźć dla siebie kopię „Almagestu" Ptolemeusza.

Jeśli są tu jacyś uczeni lepiej poinformowani w tej kwestii, chętnie bym ich wysłuchał i nauczył się czegoś od nich.

Zbliżając się ku końcowi mojego wywodu i jego konkluzji, chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie, według mnie najważniejsze, dotyczące historii translacji.

Mianowicie: gdzie dziś się znajdujemy? Nie tylko jako jednostki, ale jako tłumacze? Jakie miejsce zajmuje translacja w dzisiejszym praktycznym świecie i w rzeczywistości naukowej?

Odpowiedzi na niektóre z tych pytań są dość oczywiste. Translacja kwitnie, rozwija się jak nigdy dotąd, przynajmniej w wymiarze ilościowym i ekonomicznym.

We wczesnych latach 90., każdego roku było tłumaczonych około 450 milionów stron i to tylko w USA, Europie i Japonii. Dziś ta liczba jest na pewno jeszcze wyższa.

Coraz więcej społeczności na całym świecie potrzebuje tłumaczy ciągle rosnącej ilości tekstów. Era komputerów tylko przyspieszyła tę tendencję.

Niektóre z moich odpowiedzi na to pytanie mogą być nieco kontrowersyjne. Ci z Państwa, którzy odwiedzili moją stronę internetową, wiedzą, że jestem poniekąd ekstremistą, jeśli chodzi o translację.

Za translację uważam każdy akt wyjaśniania czegokolwiek i komukolwiek, nawet w swoim ojczystym języku. Innymi słowy, sądzę, że translacja jest prototypem uniwersalnego aktu komunikacji.

Wszyscy nieustannie pomagamy sobie nawzajem, żeby przejść z mniej precyzyjnego i mniej technicznego poziomu rozumienia na bardziej zaawansowany. W takim sensie, że wszyscy nieustannie tłumaczymy. Tak jest dzisiaj i, z wyjątkiem okresu całkowitego załamania społecznego, zawsze tak było.

Proces translacji jest nie tylko wbudowany w nasze wartości społeczne i ekonomiczne, jest wbudowany też w pokoleniową strukturę rasy ludzkiej, w której to starsze osoby służą do uzupełniania wiedzy młodszych, chociaż czasami młodzi wykorzystują tę nową wiedzę, by wspiąć się na wyższy poziom i tym samym zmuszają starszych do nadążania za nimi.

Biorąc pod uwagę niezwykłą rolę komunikacji w naszym społeczeństwie i moje, być może, ekstremistyczne poglądy na translację, można by oczekiwać, że świat naukowy, a przynajmniej jego część zajmująca się językiem i językoznawstwem, zachowa naszą pracę w wysokim poważaniu. Ale z wyjątkiem konferencji takich jak ta, na których gromadzą się tłumacze, coś takiego w ogóle nie ma miejsca.

Zamiast tego - i tu być może naprawdę posuwam się za daleko z moimi przekonaniami - na szczycie akademickiego świata znajdujemy coś, co w swojej pracy nazwałem jako ciekawe poglądy na temat językoznawstwa i tłumaczenia maszynowego. Te dwa zestawy poglądów są ze sobą ściśle powiązane.