Czytelnia / Teoria tłumaczenia

W rozmowach między sobą, a także w rozmowach z autorem, ciągle wyrażano krytyczne komentarze, każda gazeta drukowała niepochlebne recenzje, nawet kochanka autora grająca główną rolę żeńską uważała sztukę za beznadziejną.

Ta sztuka, uznawana wtedy oczywiście za „romantyczną", ale dziś wydająca się raczej nijaka, to „Hernani", która stała się później inspiracją dla opery Verdiego. Autorem był oczywiście Victor Hugo. (Notatka 12.)

Ale to tylko jeden przykład „języka publicznej prezentacji". Innym tego typu przykładem są czteroznakowe podsumowania, maksymy czy powiedzenia, którymi do niedawna posługiwano się w chińskiej filozofii, literaturze, a nawet w medycynie.

Także dzisiaj używa się ich w hasłach politycznych. Dlaczego? Ponieważ dobrze brzmią, oczekuje się po nich, że tak właśnie będą brzmiały i tak powinna brzmieć najbardziej oficjalna i uznawana wiedza. Oto dwa przykłady pochodzące z medycyny chińskiej: [SLAJD]

OBRAZ

OBRAZ

(Notatka 13.) Nie chciałbym wdawać się w szczegóły w związku z tym tematem, jako że nasz czas jest ograniczony, jednak chcę zadać jedno pytanie: czy możliwe jest, że dziś, na początku nowoczesnego i liberalnego XXI wieku, my sami możemy podlegać ograniczeniom „języka publicznej prezentacji"?

Uważam, że tak właśnie jest, ale też, że nie do końca zdajemy sobie sprawę z tych ograniczeń, bo tak głęboko w nich tkwimy.

Podobnie jak Francuzi, którzy przez trzy wieki nie mogli wyjść poza formę dwuwiersza aleksandryjskiego czy Chińczycy, od wieków sukcesywnie kluczący wśród ograniczeń czteroznakowych maksym. Kontynuując analogię - jesteśmy jak ryby, które nie są w stanie wyobrazić sobie ilości wody, w jakiej żyją.