Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Pięćdziesiąt lat temu, kiedy pracowałem w radiu Nacional de Espada w Madrycie jako dwujęzyczny spiker zapowiadający programy z Ameryki Północnej, mogłem uważać, że chociaż w pewnym stopniu potrafię posługiwać się urzędowym językiem hiszpańskim.

Dziś nie mogę się już pochwalić tą umiejętnością i dlatego wygłoszę swój wykład w języku, w którym czuję się pewniej.

Chciałbym również już na wstępie przeprosić za mój akcent i to komiczne seplenienie. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że to hiszpańskiego się uczyłem i za późno już na zmianę nabytych nawyków.

Z góry też przepraszam za coś, co w ciągu kilku następnych dni może mieć miejsce, a mianowicie, jeśli użyję jakiegoś słowa, w moim przekonaniu pochodzącego z języka hiszpańskiego, a które w rzeczywistości pochodzi z włoskiego.

Spędziłem kilka lat w Hiszpanii i Włoszech, a tamtejsze języki są tak podobne, że czasem może zdarzyć się jakaś pomyłka. Jeśli tak się stanie chociaż raz, to proszę o wybaczenie.

W sferze naukowej, którą się zajmowałem, wiele tematów zazębia się ze sobą, w tym oczywiście translacja, zarówno w teorii, jak i w praktyce, ale również zagadnienia dotyczące językoznawstwa, komputerów, sztucznej inteligencji oraz tłumaczenia maszynowego.

Ponadto zawsze w swoich badaniach próbowałem znaleźć wspólny mianownik dla kultur zachodnich i orientalnych w temacie współczesnej i tradycyjnej medycyny, w tym chińskiej, a także pochodzącej z innych krajów.

Ci z Państwa, którzy czytali moją pracę zatytułowaną „Hermes the God of Translators and Interpreters" [„Hermes - bóg tłumaczy" - przyp. tłum.] lub słyszeli o niej, wiedzą już, że zawsze starałem się umieścić translację i językoznawstwo na jednym poziomie i stworzyć z nich jedną dziedzinę naukową.

Starania te nie zawsze były łatwe. Musiałem przyjąć rolę niezależnego naukowca i badacza, a w dzisiejszym akademickim świecie jest to niemalże zabronione, ponieważ zarówno wszystkie poruszane tematy, jak i zajmujący się nimi badacze, muszą charakteryzować się specjalizacją.

W latach sześćdziesiątych pewien słynny kanadyjski socjolog, Marshall McLuhan, stanowczo skrytykował taki stan rzeczy i stwierdził, że uniwersytety powinny kształcić nie tylko specjalistów, ale i ludzi z bardziej ogólnymi kompetencjami.

Taka zmiana byłaby, przynajmniej dla mnie, bardzo mile widziana, ale niestety nigdy nie nastąpiła. Istniał jeden mały problem: nawet dziś trudno jest wyznaczyć kryteria do przyznania stopnia naukowego w choćby jednej specjalizacji.

A gdyby zaczęto nadawać tytuły naukowe osobom o ogólnym wykształceniu, jak te tytuły miałyby brzmieć? Kto będzie w stanie utytułować nadających tytuły? Częściowo to właśnie dlatego sugestia McLuhana nigdy nie spotkała się z akceptacją. Z mojego punktu widzenia było to niezbyt fortunne.

Mimo że nauczałem na uniwersytecie w Nowym Jorku w ramach „Translation Studies Program" [„Program badań translacyjnych" - przyp.tłum.], mimo że tłumaczyłem dla wszystkich, począwszy od Royal Shakespeare Company w Anglii, przez ONZ aż do World Press Review w Nowym Jorku, i mimo że dzięki hojności wydawców mogłem opublikować serię artykułów na ten temat, to nigdy nie otrzymałem żadnego wsparcia dla mojej pracy, co by mi zresztą bardzo pomogło. Dlatego też zaproszenie, abym przybył tu, do Xalapy, tak mnie ucieszyło.