Czytelnia / Teoria tłumaczenia

W minionych latach nawet waloński dzieciobójca mógł niezwykle namieszać w głowach flamandzkim separatystom: uważali Marca Dutroux za typowy waloński przypadek.

Jeżeli ktoś chce regulować rachunki za polityczną odpowiedzialność za gwałty w kolonialnym Kongo, mając na uwadze unitariański charakter państwa belgijskiego w tamtym czasie, oskarżony może być tylko i wyłącznie Belg.

Fakt, iż szczególnie haniebny okres kolonialnej przeszłości Belgii przypada na czas suwerennego panowania Leopolda II nad Wolnym Państwem Kongo, nie jest odbierany przez Flamandczyków jako coś, co mogłoby im zaszkodzić.

Wprost przeciwnie, z ich perspektywy to darmowy prezent, biorąc pod uwagę, że monarchia - symbol jedności Flamandczyków i Walończyków - jest często uważana za najważniejszy, o ile nie jedyny, zachowany symbol belgijskiej doniosłości.

Reputacja monarchii, wskutek historii o okrucieństwie za panowania Leopolda II, niezależnie, czy są one domniemane czy prawdziwe, jest skutecznym argumentem przekonującym do odwrócenia się od Belgii.

Obecnie fakt, iż kolonialny projekt nigdy nie był wspierany przez francuskojęzycznych Belgów, przemawia przeciwko strategii flamandzkich nacjonalistów, mającej na celu wprowadzenie „belgijskiej kolonialnej przeszłości" w symboliczny konflikt ze związkowcami.

Flamandczycy odegrali jednakową, o ile nie ważniejszą rolę w procesie kolonizacji Kongo. Wystarczy odnieść się do niepodważalnego źródła.

Ojciec Verthé pisze o urzędowym spotkaniu dotyczącym kongresu w Leuven w 1950 r.: „Zaznaczono, iż mimo wkładu Flamandczyków w znaczny rozwój naszej koloni i mimo wysoko cenionej pracy cywilizacji, wykonanej w zasadzie dzięki pomocy flamandzkich misjonarzy - czterech z pięciu misjonarzy to Flamandczycy - i flamandzkich urzędników, Kongo nadal jest sfrancuzione i prawa Flamandczyków co do tego terenu, nie są w ogóle uwzględniane."[23]

Co więcej, trzeba zauważyć, że Belgia podchodziła z rezerwą do kolonizacji. Powodem może być fakt, iż przez długi czas Belgia była wyjątkowo nowoczesnym krajem, ponieważ, ku niezadowoleniu Leopolda III, nie chciała posiadać koloni.

Następnie Belgia zaakceptowała prywatną kolonię Leopolda II - niektórzy twierdzą, że rząd nie powinien na to pozwolić - a w końcu, w przeddzień jego śmierci, Belgia ugięła się pod amerykańską i brytyjską presją i przejęła kolonię.

Doszło do przejęcia Kongo, ponieważ król wywołał skandal w brytyjskiej i amerykańskiej opinii publicznej po publikacjach między innymi Edmunda Morela, dotyczących dopuszczania się okrucieństw na tubylcach.[24]

Stąd Wielka Brytania i Stany Zjednoczone żądały, aby Leopold II zrzekł się kolonii, ale równocześnie nie mogły pozwolić na to, by inne supermocarstwo dowodziło tym ogromnym obszarem.

Jedynym możliwym rozwiązaniem było przejęcie kolonii przez państwo belgijskie, na co członkowie rządu belgijskiego z niechęcią wyrazili zgodę.

Do końca dziewiętnastego wieku w belgijskim parlamencie rzeczywiście zachodziły progresywne ruchy, które nie miały do czynienia z kolonializmem, nawet jeśli u niektórych polityków powodem niechęci do kolonialnego projektu były po prostu wysokie koszty.