Czytelnia / Teoria tłumaczenia

W kontekście nacjonalizmu, który wgryzł się w język, można ukryć się tylko przez moment - nie wypowiadając się. Ale gdy tylko zacznie się mówić, jest się na straconej pozycji.

Ktoś jest Flamandczykiem bądź osobą francuskojęzyczną. Ktoś mówi także po niderlandzku? Tak, ale z akcentem. A kiedy dominuje lingwistyczny nacjonalizm, najważniejszy jest akcent.

Stąd obsesja na punkcie akcentu u tych, którzy chcą się zintegrować za wszelką cenę. Oni wiedzą z góry, że będą oceniani przez pryzmat akcentu.

W rezultacie przesadzają z przykładaniem się do odpowiedniego akcentu i tak naprawdę to ich zdradza. W nawiązaniu do tego Fanon opowiada następującą anegdotę:

„Le Noir entrant en France va réagir contre le mythe du Martiniquais qui-mange-les-R. Il va s'en saisir, et véritablement entrera en conflit avec lui. Il s'appliquera non seulement  rouler les R, mais  les ourler.

Epiant les moindres réactions des autres, s'écoutant parler, se méfiant de la langue, organe malheureusement paresseux, il s'enfermera dans sa chambre et lira pendant des heures - s'acharnant  à se faire diction.

Dernièrement, un camarade nous racontait cette histoire. Un Martiniquais arrivant au Havre entre dans un café. Avec une parfaite assurance, il lance: ‘Garrrçon! un vè de biè.' Nous assistons là à une véritable intoxication.

Soucieux de ne pas répondre à l'image du nègre-mangeant-les-R, il en avait fait une bonne provision, mais il n'a pas su répartir son effort".[32]

Binarna logika lingwistycznego nacjonalizmu objaśnia dwujęzyczność jako sumę własnego języka (języka ojczystego) i innego (obcego) języka, opanowanego do pewnego stopnia, ale nigdy nie opanowanego tak dobrze, jak język ojczysty. Akcent ma wskazywać te dwa języki.

Rzecz oczywista, w logice lingwistycznego nacjonalizmu osoba dwujęzyczna, która mówi po niderlandzku z francuskim akcentem czy po francusku z akcentem niderlandzkim, jest mieszańcem.

Eddy Merckx, sportowiec posługujący się perfekcyjnie dwoma językami, który po klęsce 1986 roku ocalił Belgię, wygrywając po raz pierwszy Tour de France w 1989 roku, jest belgijskim mieszańcem w całym tego słowa znaczeniu: nie jest ani prawdziwym Flamandczykiem, ani czystym Walończykiem.

Taki schemat można oczywiście też znaleźć w XIX-wiecznych romantycznych przeróbkach lingwistycznie zinterpretowanych klasowych walk, takich jak Bruges Matins.

Nic dziwnego, że książka Hendrika Conscience'a, Leeuw van Vlaanderen, została w buntowniczym Leuven gruntownie sprawdzona w poszukiwaniu stosownych sloganów.

Flamandzcy studenci uważali się za Klauwaertów, którzy mieli wyprzeć Leliaertów z miasta. Mieszkańcy musieli odejść. Dekolonizacja... Flandrii?