Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Biorąc pod uwagę, że  patronat nad książką objęło UNESCO, autorzy „Translators through History" z pewnością starają się uniknąć jakiegokolwiek stwierdzenia, które mogłoby urazić międzynarodowych czytelników - w części poświęconej procesowi norymberskiemu zamieszczono przypis końcowy dla młodzieży, w którym wyszczególniono narodowości „sojuszników" oraz „zbrodniarzy wojennych".

Jednakże poczynione w dobrej wierze starania redaktorów o zachowanie bezstronności ostatecznie nie powiodły się. Materiał, który został  wybrany, nie jest wolny od dziwactw w postaci skrajnej frankofilii. Sprawia to, że całość miejscami przypomina komedię.

Nie tylko bronią poglądu, że cała XII-wieczna szkoła przekładu Toledo prowadzona była pod „francuskim" kierownictwem przez mnichów z opactwa Cluny w środkowej Francji (i to w czasie, gdy wpływy katarów, bogomiłów i Arabistów szerzyły się na Południu, i kiedy ani Francja, ani język francuski nie były w zaawansowanym stadium kształtowania).

Jest to nie tylko próba oczyszczenia z zarzutów Ojców francuskiego Kościoła, którzy spalili na stosie tłumacza - męczennika Étienne Doleta (więcej o tym w kolejnej sekcji poświęconej przekładowi), lecz także, co jeszcze bardziej zaskakujące, wystąpienie w obronie francuskich kalwinistów pełniących misję w brazylijskiej dżungli.

Podczas gdy zarówno Anglicy, jak i Hiszpanie mieli niewielkie doświadczenie w kształceniu tłumaczy, kiedy dokonywano pierwszych odkryć w tej dziedzinie, według naszych współredaktorów Francuzi mieli znacznie więcej szczęścia:

„Panuje przekonanie, że normandzcy nawigatorzy zakotwiczyli statki przy ujściu Amazonki dużo wcześniej, niż Kolumb odkrył Nowy Świat.

Niektórzy Francuzi, których we francuskich opisach nazywa się „truchements de Normandie" lub „normandzkimi tłumaczami", zamieszkali w wioskach, poznali język, stworzyli związki z kobietami, mieli dzieci, oraz  prawdopodobnie przyjęli ich zwyczaje, nawet kanibalizm.

Podczas gdy owi „truchements" przynosili wstyd francuskim misjonarzom, byli jakże cennymi dla nich pośrednikami. 

To wydarzenie miało miejsce przypuszczalnie w 1555 roku, co oznacza, że owi truchements - lub ich potomkowie - musieliby posługiwać się językiem francuskim przez przynajmniej 65 lat, zakładając, że przybyli tam nie wcześniej niż dwa lata przed Kolumbem.

Ale ta historia, z której wynika, że Francuzi odkryli Amerykę, została zainspirowana typową XVI-wieczną „opowieścią podróżniczą" i nie zasługuje na poważne traktowanie.

Nawet historia przekładu musi nadal przestrzegać zasad historiografii, tym bardziej, że współcześni historycy zgodnie odrzucają większość twierdzeń o kolonizacji Nowego Świata przed Kolumbem - niezależnie, czy są to twierdzenia Normanów, Walijczyków, Irlandczyków, Wikingów, Fenicjan, Egipcjan, czy Izraelczyków - i uznają je za niedorzeczne opowieści, na które nie ma miejsca na kartach historii.

Kolejną francuską przywarą - jak zauważyła dawno temu Mary McCarthy - jest niekompletny indeks, zawierający zaledwie niewielką część nazw osób i miejsc, o których mowa w tekście.