Czytelnia / Teoria tłumaczenia

To samo dotyczy szyku wyrazów. I saw a movie yesterday (widziałem film wczoraj)znaczy vi um filme ontem lub eu vi um filme ontem, ponieważoba wyrażenia w formalnym i kolokwialnym portugalskim pozwalają na wybór między użyciem zaimka lub jego pominięciem; wyboru takiego nie ma w języku angielskim. Z drugiej strony, nie możemy tego przetłumaczyć jako ontem (eu) vi um filme. Gdyby autor chciał takiego tłumaczenia, on/a na pewno napisałby/ałaby w oryginale yesterday I saw a movie (wczoraj widziałem film), jako że w języku angielskim jest taka możliwość. W przeciwieństwie do tego, co mogą mówić logicy, wyrażenia I saw a movie yesterday (widziałem film wczoraj) i yesterday I saw a movie (wczoraj widziałem film) mogą znaczyć co innego i dlatego kiedy to tylko możliwe, ta retoryczna różnica powinna zostać zachowana w tłumaczeniu. Jest to kwestia podkreślenia jakiegoś elementu, więc jeżeli autor zechce położyć nacisk na konkretną rzecz, kim ja jestem, aby to zmieniać, tylko dlatego, że moim zdaniem będzie to brzmiało lepiej?

Następnego dnia robiłem korektę pewnego zlecenia, w którym tłumacz odwrócił szyk wyrazów, mimo że pierwotny szyk po portugalsku był absolutnie poprawny. Tak się składa, że były to krótkie serie zdań, które zostały starannie skonstruowane, aby na początku zawierać najistotniejszą część informacji. Co więcej, waga tych wyrażeń była dodatkowo podkreślona faktem, że pierwsze wyrazy były napisane tłustym drukiem. Powiedziałbym, że był to tekst, w którym forma w pełni harmonizowała z treścią. Odwrócenie szyku wyrazów po prostu zniszczyło tę harmonię, więc musiałem wyprostować wszystkie zdania. Takie „bezpośrednie” tłumaczenie zachowywało sens w języku portugalskim, ponadto było gramatycznie oraz stylistycznie poprawne. Dlaczego zatem zmieniać szyk wyrazów? Aby czytelnik usłyszał głos tłumacza?

Właściwie kto chciałby słuchać tego głosu?

W końcu ludzie sięgają po tłumaczenia, ponieważ nie są w stanie przeczytać oryginalnego tekstu, a nie dlatego, że chcą wiedzieć, co według tłumacza powinien on zawierać w pierwszej kolejności. Niektórzy tłumacze − głównie ci, którzy mogliby zostać pisarzami, ale mają trudności ze znalezieniem wydawcy albo/i czytelników − podkreślają, że muszą sprawić, by czytelnicy usłyszeli ich głos i głęboko wierzą, że mają prawo do przekształcenia doskonałych tekstów w tłumaczenia, które nie mają z nimi żadnego związku i zdarza się, że oczekują oklasków za tę zbrodnię, której się dopuścili.

Głęboko wierzę, że ludzie zatrudniają mnie jako tłumacza, ponieważ potrzebują mojej pomocy w usłyszeniu tego, co autor miał im do powiedzenia. Jeśliby chcieli usłyszeć mój głos, czytaliby Translation Journal.

Tłumaczenie kontra śmiecioprzekład

Odszedłem od pierwotnego celu tego artykułu, którym było przybliżenie sprawy tłumaczenia literalnego. Menedżer tego klienta pokazał mi przekład i poprosił o opinię. Niektóre tłumaczenia są czasem tak wyraźnie złe, że jedno pobieżne spojrzenie profesjonalisty wystarczy, aby określić je mianem śmiecioprzekładu.

Z drugiej strony, nie można powiedzieć, że jakieś tłumaczenie jest dobre, nie porównawszy go z oryginałem. Niektóre przekłady są tak dobrze napisane, że zbierają pochwały od krytyków – zbyt leniwych lub wykazujących się za dużą ignorancją, aby porównać je z oryginalnymi tekstami. Staranne porównanie natomiast pokazałoby, że krytycy się mylą – ktoś, kto napisał oryginalny tekst, tego nie powiedział. Lub powiedział niezupełnie to. Francuzi nazywają takie tłumaczenia belles infidèles: niewierne piękności, i wspaniała jest to nazwa.

W przeciwieństwie do powszechnego przeświadczenia, tak się najczęściej dzieje, kiedy tłumaczenie wykonuje ekspert, czyli ktoś pracujący w tej branży, niebędący profesjonalnym tłumaczem. Na przykład, tekst medyczny przełożony przez lekarza, który czuje się upoważniony do niewielkiej ingerencji w oryginał. W wielu przypadkach tacy eksperci sami nie tłumaczą, ale niweczą wysiłki innych ludzi, poprawiając teksty jako konsultanci bądź korektorzy.