Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Co ciekawe, według recenzji najnowszej ekranizacji sztuki Wilde'a, którą można znaleźć na stronie http://uk.gay.com/article/entertainment/movies/714, w 1895 roku słowo „earnest" oznaczało homoseksualistę.

Jeśli to prawda, to wierne przetłumaczenie tytułu sztuki staje się praktycznie niemożliwe. Tłumacz powinien „przenieść" słowo „earnest", przetłumaczyć wszystko inne, po czym dodać przypis tłumacza.

Jednakże odbiegając trochę od tematyki artykułu, warto zauważyć, że tylko Francuzom udało się sprytnie wybrnąć ze słówka „being". Nie musieli używać zwrotów „to be named" czy „to be called" [być nazwanym - przyp. tłum.], które jeszcze bardziej zagmatwałyby znaczenie.

Na koniec załóżmy jeszcze, że mamy przetłumaczyć coś takiego: „He is the Benedict Arnold of IBM". W tym zdaniu mamy do czynienia z imieniem oraz nazwą własną.

IBM to współczesna nazwa firmy rozpoznawana na całym świecie, więc nie musimy się o nią martwić - możemy spokojnie ją zostawić. Jednakże, o ile każdy dobrze wykształcony Amerykanin będzie wiedział, kim był Benedict Arnold, to reszta świata niekoniecznie.

Dlatego nie można tu użyć techniki przeniesienia. Nie można też pozwolić, aby Benedict Arnold został „Benedetto Arnoldem" i, jak to ujął Alfonso Reyes, podzielił los biednego Vincenta de Beauvais, który stał się „Vicentem Belovalense" dzięki gorliwemu tłumaczowi, który chciał się pochwalić znajomością łaciny.

Wiedząc, że Arnold jest historyczną osobistością w Stanach Zjednoczonych (i do tego dawno nie żyjącą) i że IBM to współczesna firma, która nie istniała, kiedy on żył, to logicznym jest, że jego imię i nazwisko jest użyte na zasadzie skojarzenia.

Nie trzeba dodawać, że wkraczamy w ten sposób na zawiły obszar figur retorycznych. Nazwy własne lub imiona mogą bowiem być czymś więcej niż tylko nazwami własnymi lub imionami; mogą być aluzjami, analogiami, porównaniami, metaforami, metonimiami lub też synekdochami.

Musimy więc ustalić, która z cech Benedicta Arnolda, niezależnie od tego, czy wewnętrzna, czy zewnętrzna, jest ważna w tym hipotetycznym zdaniu.

Radziłbym nie ograniczać się jedynie do naszej aktualnej wiedzy na jego temat. Ponieważ to, co musimy zrobić najpierw, to znaleźć w kulturze tekstu źródłowego wszystkie skojarzenia związane z tą osobą, a dopiero potem zdecydować się na którąś opcję. Jeśli wybierzemy inny sposób, to może on być fatalny w skutkach.

Pozwolę sobie podać przykład takiej właśnie niedbałości tłumacza, zacytowany przez Moyę: „Nie tak dawno temu", stwierdza Moya, „niemiecki kanclerz Helmut Kohl porównał Gorbaczowa do Goebbelsa", a angielski tłumacz pracujący dla „Newsweeka", zakładając, że czytelnicy niekoniecznie będą wiedzieli, kim był Goebbels, dodał, że «był on jedną z osób odpowiedzialnych za zabójstwa za czasów Hitlera» („Newsweek" 1986, 27:10).

Konsekwencje polityczne były natychmiastowe, a Rosjanie szybko odwołali wizytę niemieckiego ministra Riesenhubera". [Tłum. VA]

Czyżby to było jabłkiem niezgody? Kiedy Kohl porównywał Gorbaczowa do Goebbelsa, to miał na celu jedynie podkreślenie ich umiejętności radzenia sobie z massmediami i nic poza tym.