Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Można by pomyśleć, że gdyby przedstawiło się powyższy problem historykom dzisiejszej dekady to raczej nie ryzykowaliby tłumaczenia nazw dawnych dynastii królewskich, ale jak mówi harwardzki ekspert w zakresie Korony Aragonii, T.N. Bisson (2002), historycy bardzo często nie mają wyboru, jeśli chcą, aby ich czytelnicy nie zgubili „królewskiego wątku". Pozwolę sobie zacytować:

Osoba, która podjęłaby się przetłumaczenia na język angielski imion królów, którzy rządzili narodami mówiącymi różnymi językami, miałaby nie lada problem. Niektórzy z tych władców oraz ich potomkowie byli Katalończykami z krwi lub z wyboru, inni Aragończykami, a jeszcze inni Kastylijczykami, a podczas gdy w hrabstwach, w latach 1162 - 1410, mówiono zwykle po katalońsku, to ich nazwa [hrabstw - przyp. tłum.] oraz numer królewski przynależały do dynastii Aragońskiej.

Niezręcznym było więc odnoszenie się do tych władców w katalońskich formach (i numerach) ich oryginalnie aragońskich imion (Alfons I zamiast Alfonso II itp.), mylące odnoszenie się do nich jako do aragońskich i absurdalne nazywanie jednych tak, a drugich inaczej.

Bisson znalazł więc złoty środek, który według niego wcale nie jest niezwykły, jeśli chodzi o historyczne dzieła, w których opisuje „inne europejskie krainy", jednakże rzadko preferowany przez Iberystów - a chodzi o zanglicyzowanie wyżej wymienionych imion króli (lub nazw hrabstw), którzy kiedykolwiek tworzyli Królestwo Aragonii.

Co więcej, obstawał za tym, żeby imiona papieży, pewnych zagranicznych władców oraz nazwy dynastii, także tych hiszpańskich - Katalonii, Aragonii, Majorki itp. - przetłumaczyć na to, co nazywa „ich znanymi angielskimi odpowiednikami".

Niemniej jednak, Bisson z łatwością stwierdza, że żadne z takich podejść nie jest w stanie rozwiązać problemu całkowicie i że dopuszczalne są pewne wyjątki.

Łatwo zauważyć, że tłumaczenie nazw własnych było popularne nie tylko w średniowieczu, ale jest praktykowane nawet dziś (i, jak dodaje Bisson, jest to nieraz naprawdę konieczne).

Jeśli weźmiemy przykłady z przeszłości, to zauważymy, że w XVI, jak i XVII wieku Quevedo próbował tego bezskutecznie z Michelem de Montaigne (Miguel de Montana), podczas gdy Szekspir odniósł sukces, „tworząc" Julię Kapulet (Giulietta dei Capuleti).

W XVIII wieku ktoś o klasycznych upodobaniach próbował przetłumaczyć Luwr jako „la Lobera", ale na szczęście nie przyjęło się to. Z kolei w XIX wieku hiszpańscy tłumacze literatury nazwali Balzaca „Honorato", a w XX wieku Engelsa - „Federico".

Natomiast w obecnych czasach, w swojej drugiej edycji dwujęzycznego słownika Spanish Dictionary, Harper Collins nadal tłumaczy imiona z języka angielskiego na hiszpański i po cichu zachęca do tego nowicjuszy.

Pomijając podejście Harpera Collinsa, oczywistym jest dla nas, że Billa Gatesa nie powinno się tłumaczyć jako „Guillaume'a Portillonsa" na język francuski, a Jimmy'ego Carter'a jako „Santiaguita Acarreadora" na hiszpański.

I nieważne, co się słyszy w hiszpańskiej wersji remaku Sabriny z Harrisonem Fordem, bowiem Sabrina i Linus nie poszli do „el vinedo de Marta", żeby się upić z Martą w jej winnicy, ale po to, aby zrobić zdjęcia na osobliwej wyspie w stanie Massachusetts nazywanej Martha's Vineyard, i nie wypili wtedy ani kropli wina.