Czytelnia / Teoria tłumaczenia

Chciałbym poruszyć jeszcze inną kwestię. Klienci nie mogą przetestować jakości naszego produktu, jako że nie posiadamy zapasów. Kiedy kontaktują się z nami, nie znajdują produktu, ale jakiś potencjał, a ten nie poddaje się testom jakości.

Kiedy jest na to czas, a z reguły go nie ma, klienci mogą poprosić o próbki tłumaczenia, które już wykonaliśmy. Nierzadko wielu tłumaczy odmawia „przetestowania” ze względu na poufność większości prac i w ten sposób nie dostarcza klientowi próbek. Ostatecznie takie formy sprawdzania łatwo sfałszować, więc niektórzy klienci nawet nie fatygują się i nie proszą o nie.

Jakość należy oceniać pośrednio, w oparciu o pracę, jaką wykonaliśmy dla klienta lub dla kogoś mu znanego. Taka procedura wymaga pracy doświadczonych tłumaczy i jest tym samym znienawidzona przez adeptów, którzy chcieliby, aby dano im szansę. Głęboko współczuję nowicjuszom i ich trudnemu położeniu, ale pamiętajmy, że tak samo się zachowujemy na przykład przy wyborze lekarza: wolimy doświadczonego, który wyleczył ciocię Jane niż młodego, obiecującego, świeżo upieczonego doktora.

...cena...

Zadziwiająco wiele osób twierdzi, że za każdy wykonany produkt jest uczciwa cena podana w oparciu o poniesione koszty. A tak naprawdę ceny wynikają z relacji, jakie zachodzą między podażą a popytem i nie mają żadnego związku z kosztami. Różnicę otrzymaną między ceną a kosztem często nazywamy marżą. Osiągasz zysk, jeśli zarówno Twoja marża, jak i wielkość sprzedaży są wysokie. W przeciwnym razie efekt jest zupełnie inny. Żadna firma nie podaje ceny na podstawie kosztów. Aby zmaksymalizować marżę, wszyscy, łącznie z tłumaczami, pobierają jak największą opłatę i obniżają koszty do absolutnego minimum. Jeśli nie mogą osiągnąć zysku, próbują swoich sił w innym biznesie. Na tym polega prawo podaży i popytu.

Wszystko to może się wydawać oburzające, ale fakt, iż tłumacze, głównie ci początkujący, zawsze chcą wiedzieć, ile komuś policzyć a nie ile coś kosztuje, potwierdza tę zasadę. Co więcej, musimy pamiętać, że większość naszego honorarium pokrywa robociznę. Tłumaczenie wymaga dużego nakładu siły roboczej, a ponieważ większość z nas pracuje na własny rachunek, siłą roboczą jesteśmy my i my ją opłacamy. Z kolei to, co płacimy sobie, nie jest kosztem; koszt ponosimy wtedy, gdy płacimy innej osobie.

Ceny warunkuje podaż i popyt, a decyzja o zakupie jest podejmowana w oparciu o porównanie konkurencyjnych produktów, na które składa się czas dostawy, jakość i cena. Co do wyboru tłumacza, czas wykonania pracy ma większe znaczenie niż jakość.

Ponadto, wielu kupujących postrzega tłumaczenie jako towar – standardowy produkt, tak jak 23-karatowe złoto, który powinien mieć standardową cenę. Pojęcie to wydaje się jeszcze bardziej adekwatne w kontekście tłumaczy, którzy podają cenę i czas na wykonanie tłumaczenia, nie znając uprzednio tekstu. Wielu z nich podaje nawet cennik na swoich stronach: tyle za słowo, nieważne, jaka treść. Skoro traktujemy tłumaczenie jako towar, nie możemy potępiać naszych klientów za to, że robią to samo.

Trudno się dziwić, że klienci opierają wybór tłumacza na świętej zasadzie „zorientuj się w cenie i wybierz oferującego tę najniższą”. Oczywiście powinniśmy to zrozumieć jako „oferujący najniższą cenę i najkrótszy czas realizacji”, bo jeśli nie możesz wykonać swojej pracy w trybie natychmiastowym, jesteś automatycznie wykluczony.