Czytelnia / Teoria tłumaczenia

To wywołuje pewne napięcie między klientem a tłumaczem, wzrastające wraz z upływającym czasem: jeśli klient potrzebuje tłumaczenia w ciągu 72 godzin, każda minuta poświęcona na znalezienie tłumacza skraca czas wykonania pracy. Kiedyś poproszono mnie o przetłumaczenie pięciu długich sprawozdań rocznych w ciągu trzech dni. Odmówiłem. Zdesperowany klient obdzwonił każdą agencję w mieście, z których trzy skontaktowały się ze mną – każda proponowała coraz krótszy czas realizacji: skoro ostateczny termin jest dla klienta niezmienny, czas realizacji dla tłumacza musi być elastyczny.

Problem ten w przypadku tłumaczy występuje częściej niż wśród przedstawicieli innych wolnych zawodów. Któregoś dnia umówiłem się na wizytę u lekarza, u którego pierwszy wolny termin był za miesiąc. Spróbuj natomiast powiedzieć swojemu klientowi, że musi poczekać tydzień, a zapewne rzuci słuchawką podczas rozmowy. W razie nagłego wypadku mój lekarz kazałby jechać do szpitala: obecnie wszystkie mają oddziały pomocy doraźnej. My nie możemy tak się zachować: dla naszych klientów to my jesteśmy takim oddziałem.

Szybsze środki komunikacji jeszcze pogorszyły sytuację. Kiedy brazylijskie firmy wysyłały informację firmom macierzystym pocztą lotniczą, miałem tydzień na przetłumaczenie ich sprawozdań rocznych. Teraz wszystko przesyłają drogą mailową, a tłumaczenie chcą tego samego dnia.

Dlaczego szybka realizacja jest tak istotna?

Na tłumaczy wywiera się znacznie większą presję w porównaniu z innymi sektorami usług. Dzieje się tak, gdyż tłumacz często stanowi jedno z ostatnich ogniw w bardzo skomplikowanym splocie wydarzeń. Na przykład, to my przekładamy specyfikacje warunków umowy wymagane przy udziale w przetargu na rządowy kontrakt. Jesteśmy outsiderami wzywanymi pod koniec procesu, kiedy to opóźnienia wzrastały już od miesięcy i każdy w tej sytuacji jest podenerwowany. I tak nie możemy nawet walczyć o czas, bo już go po prostu nie ma.

Osoby, które przygotowują specyfikacje robią wszystko, aby dostarczyć ich jak najwięcej – ale my musimy wykonać tyle, aby zdążyć przed ostatecznym terminem. Na tym polega różnica.

Co gorsza, średnia ilość tekstu do tłumaczenia zwiększa się. Kilka miesięcy temu zaproponowano mi tekst liczący blisko 1,5 miliona słów. To dwa razy więcej niż tekst Biblii. Maksymalny czas realizacji: 45 dni. Oczywiście odmówiłem.

Presja czasu sprzyja początkującym tłumaczom: czasami ta jedyna osoba, która przyjmuje taką pracę, nigdy wcześniej tak naprawdę nie wykonała profesjonalnego tłumaczenia. Niestety to również oznacza, że czyjaś opera prima jest często wykonaniem pilnej roboty przy jednoczesnym braku dostatecznej wiedzy i doświadczenia.

...sprawa jakości...

Wszyscy wiemy, że nieustanny nacisk na szybką usługę spowodowany brakiem zapasów ma opłakany wpływ na jakość. Odbiorcy często mówią, że bardziej liczy się czas niż jakość. Klientowi, który chciał pięć raportów w trzy dni, w ogóle nie zależało na jakości: chciał po prostu stertę papieru, którą mógłby pokazać urzędnikowi państwowemu w związku z ofertą przetargu. Powiedział, że nikt by tego nie przeczytał. Cóż, być może nie, ale bez względu na to, co mówi klient, ktoś kiedyś mógłby spojrzeć na tłumaczenie i powiedzieć: „Co za bałagan! I pomyśleć, że płaciliśmy komuś za takie bzdury”. Tak więc, rezygnując z wysokiego honorarium powiedziałem „nie” i wcale tego nie żałuję.