Czytelnia / Technologie tłumaczeniowe

Zwolennicy Déjà Vu za bardzo przejmują się niektórymi z nich, np.: grupie zwolenników Trados nie podoba się, kiedy chórek „nabywców Déjà Vu” zgłasza jakiś problem, spowodowany często tym, że ci zagorzali zwolennicy Déjà Vu to często byli użytkownicy Trados (29 sierpnia 2002 godz.16:46). Rzeczywiście, poprzez zachwalanie swojego oprogramowania jako dużo lepszego od Trados (a co za tym idzie – lepszego od innych programów), zwolennicy Déjà Vu mogą od czasu do czasu zrażać pozostałych. Mimo że niektórzy tłumacze mówią „Koszt Déjà Vu zwrócił mi się w tydzień” (29 lipca 2002 godz. 22:37) i w rzeczywistości tak się dzieje, trzeba uważać, by nie wypowiedzieć tego zdania o jeden raz za dużo, bowiem często słyszy się, że Déjà Vu to „kult”, którego wyznawcy przejęli kontrolę nad Lantrą-L, a ciśnienie na forum, na razie uśpione, potrzebuje jedynie iskry, aby zapoczątkować wybuch kolejnej świętej wojny.

Takie konflikty, mimo że niezbyt przyjemne dla walczących, dają obserwatorom niespotykaną szansę. Tutaj bowiem najbardziej doświadczeni użytkownicy pozwalają nam poznać stosunek tłumaczy niezależnych do narzędzi TM, łącznie z systematycznym porównaniem, które z cech są przydatne lub nie, i dlaczego. Mimo że czasem denerwuje „ciągłe znajdywanie tych samych osób mówiących te same rzeczy” w wojnie za wojną (30 sierpnia 2002, godzina 10:45), dużo można się nauczyć z tego, co uczestnicy, często na zmianę dowcipni i dosadni, mają do powiedzenia w kilku zdaniach na temat pojawiających się kwestii. Otrzymane wskazówki wykorzystywane są w programach, a zasięg technologicznego zaawansowania ciągle się poszerza, więc taka święta wojna mająca miejsce średnio co dwa lata będzie znakomicie służyła społeczności tłumaczy.

Iskrą, która rozpętała ostatnią awanturę była wiadomość wysłana przez zwolennika programu Wordfast (i zagorzałego przeciwnika wspomnianego „kultu”), który narzekał, że od programu Atril dostał cztery nieproszone maile, reklamujące okazyjną cenę Déjà-Vu. Jego skarga, zatytułowana „DV spam”, doprowadziła do fali 20 wiadomości, które później przerodziły się w potop w liczbie 157, pod nagłówkiem „Trados vs Déjà Vu”. Raz rozpoczęta, kłótnia toczyła się wkoło znanych już kwestii, a zwolennicy Trados próbowali wyliczać „umiejętności” ich oprogramowania, których nie ma Déjà Vu (29 sierpnia 2002 godz.12:39).

Linia obrony skoncentrowała się początkowo na filtrach: „Okno T-Window dla pamięci podręcznej (clipboard) pozwala na tłumaczenie w *jakiejkolwiek* aplikacji Windows, która obsługuje pamięć podręczną – filtry są niepotrzebne” (29 sierpnia 2002 godz.11:38). „Tag Editor radzi sobie z każdym plikiem o rozszerzeniu xml, który mu podasz, wystarczy tylko mieć DTD. Czy DV tak potrafi? Nie, on ma tylko zwykły filtr SGML (który Trados już posiadał w swojej pierwszej wersji). A pliki wykonywalne? Czy DV obsługuje pliki o rozszerzeniu exe bądź dlls? Nie? A Trados owszem.”(29 sierpnia 2002 godz.04:33). Odpowiedzi obozu Déjà Vu miały różne tony, począwszy od lekceważących –„Z pewnością będę o tym pamiętać, jeśli kiedykolwiek zdarzy mi się dostać plik o formacie, którego nie obsługuje DV (à propos, z jakimi formatami DV sobie nie radzi?)” (29 sierpnia 2002 godz.09:54) – na pochwalnych skończywszy: „Bardzo dobra i użyteczna informacja. *powinna* zostać włączona do każdego porównania” (29 sierpnia 2002 godz.10:03).

Następnie przyszła kolej na zarządzanie terminologią: „Narzędzie Multiterm jest dużo bardziej wszechstronne niż jakiekolwiek inne urządzenie umożliwiające dostęp do bazy danych. Można sądzić, że tłumaczeniowa baza danych wystarcza dla twoich potrzeb, ale to nie o to chodzi, Trados po prostu robi to lepiej” (29 sierpnia 2002 16:33). Ten temat wciąż powraca, i chociaż skarg na wyjątkowo trudne opanowanie narzędzia Multiterm nie brakuje, i niektórzy nadal będą uważać, że podstawowy glosariusz jest wystarczający, wydaje się, że na łamach Lantry-L panuje zgodne przekonanie o przewadze tego konkretnego narzędzia Trados (2 listopada 2002 godz. 17:09; 17 stycznia 2006 godz. 06:46).