Czytelnia / Technologie tłumaczeniowe

Trados – czy to konieczność?

Andrei Gerasimov

tłum. Agnieszka Poźniak

Źródło:

 

Agresywna kampania reklamowa twórców Tradosa każe nam wierzyć, że nie można odnieść sukcesu ani uważać się za kompetentnego tłumacza na rynku światowym bez posiadania tego oprogramowania. Celem tego minibadania jest sprawdzenie, czy jest to zgodne z prawdą i jeśli tak, to do jakiego stopnia.

Myślę, że mój przypadek może być stosunkowo reprezentatywny, ponieważ jestem typowym technicznym i marketingowym „wolnym strzelcem” tłumaczącym ok. 500 tys. słów rocznie z j. angielskiego na rosyjski.

Moi klienci (biznesmeni oraz agencje tłumaczeniowe) pochodzą z całego świata – ze Stanów Zjednoczonych, Izraela, Japonii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji itd. Mój przypadek jest wystarczająco typowy, by wyciągnąć istotne wnioski dotyczące prawdziwości powyżej wspomnianej kampanii reklamowej.

Przez rok byłem bardzo zadowolony z Wordfasta, gdy utrata pracy (klienci wymagali używania wyłącznie Tradosa) zmusiła mnie do zakupu programu Trados 5.0. Był styczeń 2002. Opanowanie obsługi tego programu zajęło mi dwa długie tygodnie (pomimo mojej świetnej znajomości DéjàVu i Wordfasta). Pod koniec miesiąca miałem wystarczającą wiedzę, aby tłumaczyć różne rodzaje plików. Później wysłałem zawiadomienie o posiadaniu Tradosa 5.0 do około 2 tys. agencji tłumaczeniowych na całym świecie, nie wyłączając moich starych klientów.

Wraz z końcem miesiąca powróciłem do używania Wordfasta w mojej codziennej pracy. Było kilka powodów tej decyzji. Moim skromnym zdaniem, Wordfast jest po prostu bardziej przyjazny dla użytkownika. Mój system operacyjny oraz aplikacje (Windows 98, MS Office 97) nigdy nie zawodzą, kiedy używam Wordfasta. Ostatni powód jest czysto psychologiczny: nie czułem się zobowiązany do rezygnowania z niego tylko dlatego iż był zupełnie za darmo, podczas gdy za Tradosa zapłaciłem $745.

Od stycznia 2002 do sierpnia 2002 wykonałem 125 małych, średnich i dużych zleceń. Tylko trzy z nich wymagały użycia Tradosa. W tych trzech przypadkach tekst źródłowy był w Wordzie, a łączna liczba słów tych tłumaczeń stanowiła zaledwie 3% wszystkich zleceń. Wykonałem je, używając Wordfasta 3.35 i żaden klient nie zauważył różnicy. Byli pewni, że używałem Tradosa 5.0 i w pełni zadowoleni z moich usług.

Oczywiście moje doświadczenie z różnymi programami jest stosunkowo niewielkie, jednak doszedłem do pewnych wniosków:

1. Korzystanie ze specjalistycznego oprogramowania jest koniecznością dla każdego „wolnego strzelca” zajmującego się tłumaczeniami i pracującego na krajowym lub światowym rynku. Zwiększa to produktywność o średnio 30%, a w niektórych przypadkach nawet o 70%.