Czytelnia / Technologie tłumaczeniowe

Nie można ożywić związku, który już umarł

Obserwowanie, jak maszyny próbują zrozumieć znaczenie rzeczy dokoła nich jest jednym z najbardziej fascynujących zajęć. Pamiętam, jak moje dzieci były zaabsorbowane zrobionym w Japonii tamagotchi, które kupiłem im kilka lat temu z okazji świąt Bożego Narodzenia.

Tamagotchi to małe kwadratowe urządzenia wyposażone w maleńki ekran i kilka przycisków, którymi dzieci programują zabawkę. Na ekranie pojawiają się małe ikonki informujące o nastroju elektronicznej zabawki: „Jestem głodny, nakarm mnie!” lub „Nudzę się, pobaw się ze mną!” Można karmić je, bawić się z nimi za pomocą poszczególnych przycisków, ale należy robić to regularnie. W przeciwnym razie niekochane i zaniedbane tamagotchi tracą chęć do życia, a wówczas na maleńkim ciekłokrystalicznym ekranie pojawia się ponury grób z krzyżem.

Tak było w przypadku moich tamagotchi, kiedy moje dzieci zaledwie po kilku dniach ostatecznie znudziły się swoją nową zabawką. Myślę, że przestały interesować się tamagotchi, ponieważ zdały sobie sprawę, że nie miały one żadnego znaczenia, chyba że chodziło o krótkie wcześniej zaprogramowane czynności. Mam nadzieję, że dzięki temu moje dzieci nauczyły się, jak trudno ożywić związek, który już umarł. Ale jeśli nie teraz, to na pewno nauczą się tego w przyszłości.

To wielka szkoda, że maszyny nie potrafią zrozumieć, czym jest znaczenie, gdyż brakuje im ludzkiego doświadczenia. Jeśli mam problem z oprogramowaniem i próbuję skorzystać z opcji „Pomocy” jakiegokolwiek pakietu oprogramowania, często nie przynosi to żadnego rezultatu, ponieważ nie mogę porozumieć się z maszyną.

Będzie ona pokazywać mi różne możliwości rozwiązania, ale żadne z nich nie jest związane z moim problemem, ponieważ w odróżnieniu od psów czy szympansów, maszyny nie potrafią wyciągać logicznych wniosków z odpowiedzi, które udzielam im na ekranie. Po prostu będą podawać mi uprzednio zaprogramowane rozwiązania. Nie inaczej jest w przypadku tłumaczeń maszynowych.

Tłumaczenie bez logicznych wniosków opartych na ludzkim doświadczeniu ma sens jedynie wtedy, jeżeli czytelnik jest w stanie na podstawie własnego doświadczenia odczytać prawdziwe znaczenie tekstu przetłumaczonego przez maszynę.

Maszynie wszystko jedno, czy żyje

Gdybym był wierzący, powiedziałbym, że znaczenie zostało wcześniej zaprogramowane w formach życia organicznego przez Boga lub przynajmniej przez jakąś inną boską siłę, wybiegającą poza nasze ludzkie rozumowanie. Chociaż nie jestem do końca wierzący, myślę że tak właśnie jest.

Nawet drzewa i rośliny rozumieją, że pewne rzeczy, np. nadmiar ciepła czy zimna, są dla nich szkodliwe, dlatego też, aby przetrwać albo unikają ich, albo w kolejnych pokoleniach uczą się, jak sobie z nimi radzić. Jednak jeżeli jeden z sektorów na twardym dysku jest uszkodzony, wówczas może on zniszczyć maszynę, chyba że oprogramowanie wykonane przez człowieka w oparciu o jego doświadczenie znajdzie problem i rozwiąże go.

W odróżnieniu od drzew, roślin, psów, czy ludzi, maszynie wszystko jedno, czy żyje, czy nie. Tylko jakaś nadprzyrodzona siła mogłaby nauczyć maszyny, czym jest znaczenie. Mówiąc inaczej, gdyby maszyny były w stanie zrozumieć świat dookoła nich, byłby to dowód, że Bóg nie istnieje. Z pewnych powodów, istoty żyjące wiedzą, że pewne rzeczy mają sens, a inne nie. Przedmioty nieożywione nie mogą nawet pojąć takiej kategorii jak „wyobrażenie”.