Czytelnia / Technologie tłumaczeniowe

W tłumaczeniach z języka japońskiego, który w przeciwieństwie do np. niemieckiego czy francuskiego znacznie rożni się od angielskiego, ważne gramatyczne kategorie, takie jak temat "wadai" mogą być tłumaczone jako podmiot lub przysłówek, który byłby jego najbliższym gramatycznym odpowiednikiem w języku angielskim. Jednak praktycznie niemożliwy jest przekład „wadai” w ten sposób na język angielski.

W zależności od znaczenia zdania, może być on pominięty, gdyż takie kategorie nie mają swojego odpowiednika w języku angielskim. Z drugiej strony, w odróżnieniu od japońskiego, w języku angielskim podmiot jest obowiązkowy, czasowniki muszą występować w czasie przeszłym, teraźniejszym albo przyszłym, a rzeczowniki posiadać liczbę pojedynczą lub mnogą itd. Język techniczny w Japonii nie wymaga określenia czasu w przypadku czasowników ani podania liczby pojedynczej i mnogiej w przypadku rzeczowników.

Tłumacz musi co chwila wyciągać wnioski i dokonywać interpretacji. Oparte są one na jego wiedzy dotyczącej świata, ale również na wieloletnim doświadczeniu i tajemniczych reakcjach chemicznych zachodzących w jego mózgu, o których prawie nic nie wiemy. W wyniku takich interpretacji powstaje tłumaczenie oddające prawdziwe znaczenie oryginału. Uważam, że znaczenie to ludzka kategoria, która nie może być zaprogramowana w maszynie.

Powyższy tekst przetłumaczony przez maszynę może skłaniać czytelnika do innych wniosków dotyczących pierwotnego znaczenia japońskiego tekstu, ale tak naprawdę prawdziwa wymowa oryginału może być odczytana tylko przez człowieka. Tłumacz potrafi oddać sens tekstu, czego nie jest w stanie zrobić maszyna, chyba że zostało ono wcześniej wprowadzone do pamięci komputera przez programistę, który poznał je dzięki własnym zmysłom. Znaczenie tekstu to ostateczna przeszkoda dla tłumaczeń maszynowych. Programiści mogą poznać bliżej znaczenie pewnych tekstów w czasie programowania komputerów. W końcu patenty dotyczą kwestii technologicznych, które zostały precyzyjnie podzielone na kategorie, a poszczególne terminy mają określone znaczenie w zależności od kontekstu.

Te informacje można uprzednio zaprogramować w pamięci komputera, dlatego też tłumaczenia maszynowe mogą być w niektórych przypadkach bardzo bliskie prawdziwemu znaczeniu zdań oryginału, zwłaszcza jeśli tak wykonany przekład jest odczytywany przez człowieka, który na podstawie swojego doświadczenia potrafi wyciągnąć odpowiednie wnioski. Ale czy maszyny są w stanie zrozumieć, co to znaczy „pasować jak piąte koło u wozu”? Człowiek może to zrobić na podstawie własnego doświadczenia, którego nie mają maszyny. Wyposażone są tylko w pamięć połączoną z procesorem, więc będą tłumaczyć wszystko dosłownie, chyba że wcześniej powiemy im, jak to zrobić inaczej.

Wielu klientów, zaskoczonych rezultatami tłumaczenia maszynowego, ku swojemu przerażeniu odkryło, że TM oznacza w rzeczywistości „Tłumaczeniową Masakrę”, w wyniku której powstają tak komiczne przekłady, jak słynne wymyślone tłumaczenie opisane przez Stephena Budiansky’ego w grudniowym (1988) wydaniu czasopisma  the Atlantic Monthly Magazine http://www.theatlantic.com/issues/98dec/computer.htm.

Na początku artykuł nawiązuje do scenki ze słynnego brytyjskiego serialu komediowego Monty Python: zagraniczny turysta ubrany w staromodny skórzany trencz wchodzi do sklepu w Londynie, podchodzi do lady i sprawdzając rozmówki, wypowiada z twardym środkowoeuropejskim akcentem: “ Mój poduszkowiec… jest pełen węgorzy!”.

Następnie przenosimy się do londyńskiego sądu Old Bailey, gdzie odbywa się proces więźnia oskarżonego o próbę zakłócania porządku publicznego za pomocą opublikowanych przez niego rozmówek angielsko-węgierskich, pełnych błędnych tłumaczeń. Np. węgierskie zdanie “Czy może mi Pan/ Pani wskazać drogę na stację kolejową?” jest przetłumaczone na “ Proszę pogłaszcz moje pośladki.”