Czytelnia / Technologie tłumaczeniowe

Wordfast ma prostszy system, umożliwiający ponowne użycie starego kodu, pod warunkiem że gdzieś to odnotowaliśmy i możemy go odnaleźć, jeśli zajdzie taka potrzeba. Niestety ma się to zmienić, gdy program się skomercjalizuje.

Teraz możemy powrócić do naszego głównego tematu.

Wracając do pozostałych godnych uwagi programów

Miałem niewiele do czynienia z TRANS Suite 2000, programem cieszący się niewielkim gronem użytkowników. Lista (ts2000_users@yahoogroups.com) została utworzona niedawno i jeszcze nie zaczęła procesu ząbkowania: nieliczne pozytywne wiadomości natychmiastowo wysyłane przez serwis. Może z czasem będzie lepiej. Wkrótce powinna ukazać się nowa wersja TRANS Suite, a jego ceny gwałtownie spadły. Mówiąc o cenach, mam wrażenie, że wszystkie one spadną w niedalekiej przyszłości – nie ma w tym nic złego.

Ostatnim programem, o którym chciałbym wspomnieć, jest Wordfisher (www.wordfisher.com), zaprojektowany przez naszego kolegę, Tibora Környei, z którym niestety też miałem niewiele do czynienia. Niektórzy z moich przyjaciół – ludzie, których darzę wielkim szacunkiem – uważają, że nie ma innego sposobu niż Wordfisher na poradzenie sobie z pracą, a lista użytkowników (wfisher@uajoogroups.com) nie oferuje nic poza pochwałami produktu. Tibor udziela odpowiedzi na pytania w zastraszająco szybkim tempie, jednak od jakiegoś czasu zdaje się nie uaktualniać programu.

Rozumiejąc przyszłość

W latach 50. byłem małym dzieckiem i lubiłem czytać komiksy o tym, jak będzie wyglądać świat za dwa tysiące lat. Nadszedł rok 2000, a wszystkie przepowiedzi okazały się błędne. Tyle na temat przepowiedni.

Istnieją jednak pewne przewidywalne trendy. Jedną z nich jest stworzenie ‘lekkich’ wersji, które można ściągnąć za darmo i używać, pracując dla biura, które zakupiło pełną wersję. Nie jest to jednak takim błogosławieństwem, na jakie wygląda. Cena, która płacimy za narzędzie tłumaczeniowe to nic w porównaniu z nauką jego obsługi.

Na rynku darmowych wersji do ściągnięcia każde biuro może zażądać tłumaczenia w swoim ulubionym programie, przez co skończymy, poświęcając wiele godzin na naukę obsługi nowych programów i adaptowaniu ich do starych. W rzeczywistości biura mają własne narzędzia, których stosowanie wymuszają na tłumaczach. Zdecydowanie odmawiam współpracy z nimi.

Kolejnym trendem jest ustanawianie standardów formatowych dla wymiany pamięci tłumaczeniowych. Następne mieszane błogosławieństwo oraz mylna innowacja. Po pierwsze, fakt, że Reguspatoff Pro, kolejny cud na rynku programów tłumaczeniowych, obsługuje pamięć TMX eksportowaną przez Tradosa, nie oznacza jednak, że obsługuje pliki Tradosa. Po drugie, każdy program segmentuje tekst w inny sposób.

Oznacza to, że choć można importować pamięć z programu A do programu B przy pomocy TMX lub innego standardu, nie oznacza, że B wyszuka te same skojarzenia co A. Jednak jak już wyżej wspomniałem, zarówno Wordfast, jak i DV, radzą sobie z plikami Tradosa bez problemów.