Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Zwyczajny tłumacz?

Cynthia (Sindi) Keesan

tłum. Marta Mańka

Źródło:

 

Za każdym razem, gdy dział badań Stowarzyszenia Tłumaczy Amerykańskich [ATA] prosi mnie o podanie jedynie pięciu języków obcych (i jednego w rubryce „Informacje dodatkowe"), muszę ich przekonywać, że są wśród nas tłumacze dziesięciu lub więcej języków, w szczególności języków słowiańskich.

Istnieje dziesięć języków słowiańskich i tłumacze na ogół studiują coś spoza dziedziny języka węgierskiego, gruzińskiego, litewskiego czy, tak jak w moim przypadku, albańskiego (w którym mówiła moja gospodyni w Skopie) i rumuńskiego (podobny do języka używanego przez Arumunów lub Wołosów w Macedonii).

Angielski był moim pierwszym językiem, jednak moi rodzice, których rodzice emigrowali z Europy Wschodniej, mówili w języku jidysz. Moja mama uczyła się angielskiego w pierwszej klasie, ale kiedy nie chciała, abyśmy rozumieli, o czym rozmawia z ojcem, mówili jidysz.

Wysłano mnie do żydowskiej szkoły i tam uczyłam się alfabetu (uczyli nas tego całymi miesiącami). Po tym, jak zaczęłam naukę niemieckiego w ósmej klasie, moi rodzice przeszli na francuski. To rozwiązanie przestało się sprawdzać po moich kilku latach nauki łacińskiego i słuchania francuskiego.

W nudnej wakacyjnej pracy przeczytałam podręcznik dla dorosłych do hiszpańskiego. Potem wraz z kolegą poszliśmy na kurs rosyjskiego prowadzony przez studentów MIT [Massachusetts Institute of Technology], gdzie już pierwszego dnia poznaliśmy alfabet.

W szkole średniej przedmioty ścisłe były moimi przedmiotami kierunkowymi. W college'u interesowałam się biochemią, ale dla przyjemności chodziłam też na zajęcia z botaniki, geologii, fizyki i matematyki. Uczyłam się niemieckiego, jeden semestr chodziłam na nowogrecki (gdzie już pierwszego dnia zaczęliśmy naukę czytania, ponieważ opuściłam pierwszy semestr).

Trzy lata uczyłam się rosyjskiego. A do tego jeden semestr językoznawstwa.

Ubiegałam się o przyjęcie na uzupełniające studia magisterskie z zakresu botaniki, dietetyki i rosyjskiego językoznawstwa.

Dostałam stypendium z rosyjskiego i skończyłam studia na wydziale języka słowiańskiego i językoznawstwa na małej uczelni, gdzie fantastyczny dziekan uczył sanskrytu i klasycznego ormiańskiego, inny językoznawca - czeskiego dla slawistów (miesiąc nauki gramatyki i zaczęliśmy czytać), a językoznawca z Zagrzebia -serbsko-chorwackiego. On właśnie wysłał mnie na letni kurs do byłej Jugosławii.

Pewnego lata przez trzy tygodnie uczyłam się słoweńskiego (po niemiecku), dwa tygodnie macedońskiego, a potem trochę chorwackiego. Polubiłam Belgrad i wróciłam tam na rok.