Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Pozwalano mi także trochę tłumaczyć. Tłumaczyłam dla irańskiej studentki rosyjskiej sztuki, która częstowała mnie kolacją. Pracowałam trochę dla innej miejscowej agencji (nadal dla nich pracuję).

Na studiach magisterskich, kiedy skończyło się moje stypendium, tłumaczyłam teksty farmaceutyczne i medyczne z większości słowiańskich języków dla miejscowej agencji.

Uczęszczałam na kurs farmacji, wysłałam swój życiorys do firm i zostałam członkiem Stowarzyszenia Tłumaczy Amerykańskich. A kiedy do Ann Arbor koło 1985 roku przyszedł egzamin akredytacyjny, wybrałam rosyjski, dostałam się do TSD [biuro tłumaczeniowe - Translation Services & Documentation] i sytuacja się poprawiała.

Już dłużej nie musiałam pracować dla JPRS [Joint Publications Research Sernice - dawna organizacja w USA] i zastanawiać się, czy jest jakaś treść w tym, co tłumaczę.

Zarabiając 2000 $ rocznie, pomogłam swojemu partnerowi Jimowi Deigertowi w jego ledwo co przędącym interesie zdobywania i utrzymywania mieszkań do wynajęcia dla kilku przyjaciół i sąsiadów.

Razem malowaliśmy domy, na zewnątrz i od środka. Pomagali nam moi chińscy współlokatorzy: informatyk, który malował framugi okien podczas kulturowej rewolucji, i japoński artysta. Sporo się nauczyłam o dodatkowych oknach zabezpieczających przed wichurą, instalacjach wodno-kanalizacyjnych i najemcach.

Jim jest konserwatorem - samoukiem. Jednak zanim się tym zajął, spędził rok w Annapolis gdzie podjął decyzję, że nie będzie inżynierem marynarki; studiował przez jakiś czas grafikę, był współtwórcą programu telewizyjnego reklamującego domy na sprzedaż, pracował przy precyzyjnej naprawie maszyn diagnostycznych, odbył praktykę jako elektryk i studiował pielęgniarstwo oraz cyfrową naprawę sprzętu elektronicznego (jednak nic nie ukończył).

Zaczęłam tłumaczyć wyposażona w używany słownik języka rosyjskiego, ołówek i żółty papier w linie.

Zakupiłam nowy słownik niemiecki i maszynę do pisania za 5$, którą później zamieniłam na używaną elektryczną maszynę z wymiennymi klawiszami (z symbolami i nawiasami) marki SCM, a w 1985 roku nabyłam bardzo drogi komputer Zenith 8088, który nie miał złączy do rozbudowy funkcjonalnej, ponieważ było wiadomo, że nie trzeba mieć twardego dysku do przetwarzania tekstów kosztującego 2000 $.

Niedługo po zakupie komputera zapłaciłam 200 $ za złącze do rozbudowy funkcjonalnej i dostałam wolny używany dysk 10M, który do tej pory działa.

Unowocześniłam swój komputer zmieniając port 9-pin na port 24-pin, zmieniłam przepustowość łącza z 1200 na 9600 bps ( mój komputer nie współpracował z modemem zewnętrznym 14.4) i kupiłam nowy faks. W ciągu ostatnich 14 lat wydałam około 1500$ na mój komputer.

Przerzuciłam się z programu Wordstar [procesor tekstu firmy MicroPro] na WP4.2, a następnie WP5.1 [procesor tekstu  firmy WordPerfect Corporation], który można łatwo zamienić na popularny MS Word dla Windows.

Jestem osobą nastawioną raczej na komunikację werbalną i nie znoszę mało kolorowych obrazów, mam też kiepskie osiągnięcia w odszukiwaniu i poruszaniu kursorem i wróceniu do używania klawiatury.