Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Zdecydowałam się nie mówić po angielsku przez rok, nawet z pozostałymi stypendystami Fulbright'a, więc szybko nauczyłam się śnić po serbsku i byłam mylona przez Amerykanów pytających o drogę z miejscowymi ludźmi. („Czy ona nie mówi piękną angielszczyzną?") Językowi potrzeba chwili, aby powrócić do dawnego położenia.

W Belgradzie miałam współlokatora mówiącego po węgiersku (ale nie udało mi się nauczyć języka) i byłam zaprzyjaźniona z Macedończykami, Rumunami, Czarnogórcami i z serbsko-albańską rodziną.

W hotelowej restauracji, gdzie zakwaterowała nas szkoła, nauczyłam się przygotowywać serbskie palacinke (naleśniki), wypytując albańskiego kelnera o proporcje, a matka mojej gospodyni pokazała mi jak prząść wełnę.

Nauczyłam się też żyć z małą ilością ciepłej wody (wiaderko na tydzień) i bez ogrzewania. Wielokrotnie odwiedzałam małą wieś, w której gościła nasza szkoła, i chodziłam na zaplecze do kuchni, aby spotkać się z kelnerami (ukończyli ósmą klasę).

Odwiedzałam studentów, ich kuzynów, nauczycieli, siostrę nauczyciela w innym mieście, kogoś spotkanego na plaży i Słowaków spotkanych w Macedonii, i z nimi wszystkim rozmawiałam po serbsku.

Próbowałam nauczyć się albańskiego, byłam słuchaczką kursu entomuzykologii i uczestniczyłam w zajęciach w terenie w albańskiej wsi, gdzie nadal zawijano dzieci w powijaki, a kobiety potrzebowały pozwolenia męża na zrobienie fotografii.

Poznałam tam miłą, albańską rodzinę, która wystroiła mnie w tureckie przebranie do zdjęcia i nauczyła mnie robić biżuterie z paciorków. Odwiedzałam ich także później.

Powrót do USA i ujrzenie ogromnych ilości ryczących samochodów były prawdziwym szokiem kulturowym. Przystąpiłam do programu dla doktorantów na Uniwersytecie Michigan i spędziłam lato w Europie Wschodniej, gdzie podszkoliłam mój czeski i bułgarski w letnich szkołach i podczas odwiedzania ludzi.

Kolejne dwa lata spędziłam w Macedonii, gdzie prowadziłam badania do mojej pracy doktorskiej o fonologii dialektów, co stanowiło wyśmienity pretekst do odwiedzania wiosek. W Rumunii odwiedzałam Węgrów i Niemców.

Na trzy miesiące wynajęłam pokój u albańskiej rodziny, na miesiąc u tureckiej nad jeziorem Orhid w Macedonii. Po powrocie uczęszczałam jako wolny słuchacz na kurs rumuńskiego a samodzielnie uczyłam się albańskiego.

Dla potrzeb pracy doktorskiej zdałam egzamin z trzech języków słowiańskich i albańskiego (nie było mowy o niemieckim, nie jest fajny). Zmieniłam moje plany i nie spotykałam się ze Słowianami w Ann Arbor, aby ćwiczyć z nimi mój język.

Uczyłam chorwackiego Węgra, który w zamian częstował mnie kolacją. Gościliśmy przez kilka dni dwójkę małych, bułgarskich dzieci, które ledwo mówiły po angielsku.

W końcu skończyłam swoje badania do pracy doktorskiej, zaczęłam ją pisać i szukać pracy w zawodzie nauczyciela. Właściwie to już była jedna posada, ale nie odpowiedzieli na moje podanie.

Podczas studiów licencjackich odpowiedziałam na czyjeś ogłoszenie o transliteracji rosyjskiego i na swoje utrzymanie na ostatnim roku zarabiałam jako profesjonalny transliterator (z dużym użyciem kserokopiarki).