Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Historia opowiada o tym, jak mały chłopiec zmuszony do pracy kominiarza zamienia się w „wodne dziecko" z gatunku ludzi, którzy mogą żyć pod wodą jak ryby, w pięknym, czystym, podwodnym świecie, w którym sobie pływa, robiąc dobre rzeczy.

Autor mówi nam, że wodne dzieci istnieją naprawdę, ale biolodzy tego nie przyznają, ponieważ nie pasuje to do ich teorii o możliwości życia człowieka pod wodą:

„Dlatego właśnie mówią, że nikt nigdy nie widział wodnego dziecka. Jeżeli chodzi o mnie, uważam, że wyłowili dziesiątki z nich, jednak nic o nich nie wspominają i wyrzucają je
z powrotem za burtę, ze strachu przed obaleniem ich teorii" (Kingsley 1994:105).

Można pomyśleć, że trochę to naciągane. Jednak pozwolą państwo, że posłużę się przykładem ostatniej opinii teoretyka tłumaczenia, w której możemy dostrzec ten sam rodzaj strachu.

W swojej książce Tłumaczenie i język Peter Fawcett opisuje pewne badanie strategii translatorskich, które pokazuje, że doświadczeni, zawodowi tłumacze używają innych strategii niż studenci i praktykanci.

Autor pisze: „Badanie to wskazuje na to, że praktykanci i doświadczeni tłumacze postępują w różny sposób. Ciągle jednak nie wiadomo, jak przebiega zmiana z praktykanta w doświadczonego profesjonalistę.

Aby się dowiedzieć, może należałoby rozważyć propozycję Briana Harrisa (1992), aby cofnąć się dalej w łańcuchu umiejętności tłumaczeniowych i zbadać tak przez niego nazwane „naturalne tłumaczenie", czyli tłumaczenie wykonywane przez dwujęzyczne dzieci, bez profesjonalnego przygotowania" (Fawcett 1997:143).

Nie. Nie należy przyglądać się dwujęzycznym dzieciom, aby dowiedzieć się, jak przebiega zmiana z początkującego w doświadczonego tłumacza. Należy po prostu zbadać doświadczonych tłumaczy.

Jednak nawet  nie zasugerowano tego oczywistego rozwiązania. Dlaczego? Co powstrzymuje teoretyków przed zbadaniem zawodowców? Czy to strach przed obaleniem ich teorii? Możliwe. A może to kolejny z motywów - pogarda?

2. Pogarda

To naturalne, że pracownicy naukowi czują pogardę do praktykujących tłumaczy. W końcu, większość z nas jest ich byłymi studentami.

Studenci, ci irytujący ludzie, którzy żądają, żeby czegoś ich nauczyć, oraz którzy dzięki pracom naukowym, publikacjom i delegacjom trafiają na konferencje takie jak ta.

Całkowicie to rozumiemy. W ten sam sposób podchodzimy do naszych klientów i tekstów, które zlecają nam do tłumaczenia. Jednak można zauważyć pogardę, choćby dla tłumaczy nie zajmujących się literaturą.

George Steiner mówi o „podziale obecnym w praktyce tłumaczeń" wyróżniającym „tłumaczenie zwykłych tekstów - prywatnych, handlowych, urzędowych, efemerycznych - oraz twórczy przekład tekstów literackich, filozoficznych lub religijnych" (Steiner 1992: 264).