Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Globalizacja a redukcja rozrzutu cen

Internet otworzył wrota i barbarzyńcy wkroczyli. Przed erą Internetu bardzo nieliczni z nas mieli klientów zagranicznych. Obecnie, bardzo niewielu ich nie ma. Świat stał się naszym rynkiem, a wynikające z tego problemy są często zawiłe i błędnie rozumiane.

Po pierwsze, to prawda, że Internet ogromnie usprawnił porozumiewanie się pomiędzy członkami naszego rynku. Usprawniona komunikacja zwykle oznacza zacieśnienie się krzywej dzwonowej cen lub, innymi słowy, zmniejszenie się różnicy pomiędzy najwyższą i najniższą stawką. Nazywa się to również redukcją rozrzutu cen.

Jak to działa? Powiedzmy, że za pewną parę języków i kierunek tłumaczenia większość stawek wynosiła od 8 do 12 LSD („LSD” to skrót pochodzący od słów Lower Slobovian Dinar, oznaczający wyimaginowaną walutę – przyp. tłum.) lub, ujmując rzecz inaczej, 10 +/ - 2 LSD. Kilka osób pobierało więcej niż 12 LSD, a kilka mniej niż 8 LSD, ale było ich zbyt mało, żeby wpłynąć na rynek.

Wraz z usprawnioną komunikacją więcej klientów wiedziałoby o istnieniu osób pobierających tylko 8 LSD za usługę, za którą oni płacili 12 LSD i staraliby się prowadzić interesy właśnie z nimi. Tłumacze pobierający 12 LSD zostaliby pozbawieni pracy i musieliby obniżyć ceny, ale z drugiej strony ci, którzy pobierali 8 LSD mieliby więcej pracy i podnieśliby stawki. Wynikający z tego przedział cenowy byłby węższy, prawdopodobnie około 10 LSD +/- kilka centów.

Jeśli ilość pojawiających się zleceń oraz liczba przedstawicieli zawodu będących w stanie stawić czoło tej pracy byłyby stałe, to w praktyce taka redukcja oznaczałaby „uśrednienie” cen. Zapewne najdrożej ceniący się tłumacze narzekaliby, jednak wielu mniej zarabiających otrzymywałoby więcej pieniędzy.

Musimy pamiętać, że mamy recesję, której konsekwencją jest mniejsza liczba zleceń. Stawki są obniżane i nie ma to związku z Internetem. Ci, którzy pobierali najwyższe opłaty za usługi, musieli przestawić się na średnie stawki z powodu Internetu i mogą być zmuszeni do następnego zredukowania cen, ponieważ jest coraz mniej pracy.

Barbarzyńcy zdobyli bramy


Rzecz jasna, pozostaje jeszcze kwestia inwazji z krajów rozwijających się. Jako że obecnie tak wiele ludzi ma dostęp do Internetu, hordy tłumaczy z Trzeciego Świata oferują usługi klientom z państw wysoko rozwiniętych.

W konsekwencji, ścieśnianie się krzywej stawek spowodowane usprawnioną komunikacją rozkłada się na dużo większą skalę cen i ostateczna „uśredniona” będzie dużo niższa, ponieważ stawki Trzeciego Świata są zazwyczaj nikczemne w porównaniu z trendami północnoamerykańskimi i europejskimi. Wiem dobrze, bo mieszkam w Brazylii, a słyszałem, że sytuacja w innych krajach jest jeszcze gorsza.