Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

W tej sytuacji ekspert był bardzo krytyczny; jej notatki mówią zdecydowanie „trzeba się tego pozbyć; nie dość, że jest niezgrabne, to jeszcze nie ma nic wspólnego z terminologią używaną w kontekście biznesowym”. (Proszę zwrócić uwagę, że nie posuwa się do zaproponowania rozwiązania - dowód potwierdzający, być może, że ta dziedzina języka jest skomplikowana, i że językoznawcy oraz piszący muszą ją współtworzyć!).

Ale tłumacz często działa w próżni (na wyczucie), sprzedając swe usługi biurom tłumaczeń, które również są zdezorientowane. Pracuje pełną parą, przyjmuje pewną siebie postawę w towarzystwie innych tłumaczy, nadal nie czytając wystarczająco dużo i nie nawiązując kontaktów z ludźmi z branży, którzy mogliby wydać opinię na temat treści tłumaczenia. Jego prace wypadają blado w świetle zapotrzebowania na rynku, a on zdaje się tego nieświadomy.

Tłumacze zamierzający pracować w tym sektorze rynku muszą głęboko zastanowić się nad swoją wiedzą. Większość z tekstu napisanego w wyniku zbytniej pewności siebie jest niepoprawne. Należy poszukiwać i sprawdzać, czego chcą specjaliści na rynku. Nie można improwizować.
Moja konstruktywna propozycja? Zdaję sobie sprawę, że szkolenia dla tłumaczy nie mogą zagłębiać się zbytnio w specjalistyczne dziedziny (jest ich zbyt wiele), ale zrozumienie zdania „nie możesz improwizować” na kursie przedspecjalizacyjnym, dotyczącym przynajmniej niektórych zagadnień, będzie dobrym pierwszym krokiem.

Drugim zagadnieniem są umiejętności pisania.

Z paroma wyjątkami, nikt nie tłumaczy wyłącznie „do wiadomości” w segmencie rynku, gdzie pracujemy ja i kolega Bob Blade. Co oznacza, że jeśli nie opanuje się umiejętności ładnego pisania, można zapomnieć o tej pracy – nie ma się najmniejszych szans.

Tabela zawiera kilka przykładów obrazujących, co dokładnie mam na myśli, mówiąc o stylu pisania. Przygotowałem ją w zeszłym roku na pogadankę z grupą niejęzykoznawców zainteresowanych tłumaczeniem. Byłem złośliwy, ponieważ w celu zilustrowania punktów dotyczących „jakości”, postawiłem się w pozycji klienta i zleciłem tłumaczenia dwóm znaczącym agencjom tłumaczeń, jednej z Londynu, drugiej z Paryża. Byłem „klientem idealnym”: mogli podyktować swoją cenę i termin wykonania, ale musieli zachować najwyższą jakość, „do druku”; zaznaczyłem, że odpowiem na wszelkie ewentualne pytania (w razie, gdyby biuro jakieś przekazało). Proszę pamiętać, że moje działania nie były wymierzone w te konkretne biura czy ogólnie, a polegały jedynie na zamówieniu wykonania pracy na uzgodnionym „najwyższym” poziomie.

Niech każdy oceni sam w trzeciej kolumnie - ale moim zdaniem wykonana praca zawierała w paru przypadkach usterki techniczne, a jej styl był ciężki. „Do wiadomości”, a w najlepszym przypadku, produkowana masowo, słowo po słowie. I to w odpowiedzi na zamówienie od „klienta idealnego”!

Nie trzeba dodawać, że ten rodzaj twórczości po prostu nie jest wystarczający, aby zadowolić wymagającego klienta. Zgadzam się z nimi. Czwarta kolumna zawiera przykłady tych samych tekstów przetłumaczonych już bliżej poziomu „do druku”, i znów zostawię ją do Państwa oceny. Jedną z najcenniejszych lekcji płynących z tych przykładów - do której podkreślania zachęcałbym z pewnością nauczycieli - jest to, że stawką za tłumaczenie w kolumnie trzy (praca, którą zleciłem) jest  € 0.12-0.15  za słowo, a za tłumaczenie w kolumnie cztery około €0.40 za słowo. To złożona kwestia, a ja mam tylko kilka minut, ale chodzi mi o to, że rozwijanie umiejętności pisania, rozwijanie stylu, który nie jest sztywny ani koturnowy, który wciąga czytelnika, opłaca się. Tłumacze są pisarzami, albo powinni nimi być, inaczej nie odniesie się sukcesu na rynku.