Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

- Współpraca w prowadzeniu badań. Można powiedzieć, że prowadzenie badań to zadanie uniwersytetów. To prawda, ale jakie są ich korzyści dla tłumaczy? Jedyną rozwijającą się dziedziną, którą można uznać za przydatną, jest korpus tekstowy. W Komisji Europejskiej tłumaczymy 1,3 miliona stron rocznie. Jak można sobie wyobrazić, stanowi to ogromny równoległy korpus tłumaczeń, i gdyby uniwersytety miały narzędzia i czas, aby je wykorzystać do stworzenia korpusu, mogłyby służyć jako ogromne źródło terminologii w danym kontekście.

- Krótkie staże dla nowych absolwentów organizowane są często i sprawnie. Poświęcamy dużo czasu i wysiłku, aby doradzić stażystom i ocenić ich. Część naszych pracowników staje się od czasu do czasu egzaminatorami zewnętrznymi na uniwersytetach szkolących tłumaczy, i myślę, że moglibyśmy robić to częściej. Jednym z problemów związanych z egzaminowaniem zewnętrznym jest to, że praktykanci często otrzymują decyzje sprzeczne z tymi wydanymi przez uniwersytet, ale niezależnie od wyników, dyskusja jest zawsze pouczająca.

- Wreszcie wkład wykładowców akademickich mógłby przydać się w dziedzinach zapewniania i kontroli jakości. Zagadnienia te są bardzo modne i wiele się o nich pisze. Chcielibyśmy, aby wykładowcy akademiccy przetestowali swoje teorie w praktyce, żeby sprawdzić, czy działają i przede wszystkim, czy wpasowują się w procedury pracy tworzone przez lata w takiej organizacji, jak nasza.

Drugim zagadnieniem jest treść kursu.

Główną kwestią jest tu równowaga. Krótkowzroczne i niepraktyczne jest szkolenie tłumaczy zdolnych do pracy w trzech lub czterech językach, którzy nie umieją obsługiwać edytora tekstu, wyszukiwać informacji w Internecie i obsługiwać baz danych. Ale równie bezcelowe jest szkolenie absolwentów świetnie znających się na obsłudze komputera, którzy nie potrafią poprawnie pisać – i nie rozwijają się w tym kierunku. Kwestię tę podniósł Brian i jestem pewien, że pojawią się na ten temat pytania. Obserwuję zwiększoną tendencję szkolenia osób biegłych w obsłudze komputera i chciałbym, żeby równowaga została przywrócona.

Kolejnym ważnym zagadnieniem jest opanowanie języka ojczystego. Kursy pisania technicznego i nietechnicznego powinny być obowiązkową częścią każdego szkolenia tłumaczy. Kiwacie Państwo głowami, z czego wnioskuję, że większość z Was zgadza się, że jest to kwestia podstawowa. Bylibyście Państwo zaskoczeni, wiedząc, jak niewiele kursów szkoleniowych dla tłumaczy posiada moduł pisania tekstów technicznych.

Trzecią kwestią jest stosunek do zawodu tłumacza.

Chciałbym, żeby kluczową rolę odegrały tu uniwersytety. Mogłyby one poprawić to podejście przez organizowanie większej liczby spotkań - niekoniecznie na wielką skalę, ponieważ nie mają ku temu możliwości. Jednak w krajach czy regionach, gdzie działa zawodowe stowarzyszenie, mogłoby ono organizować swoje doroczne spotkania na terenie uniwersytetów, które zazwyczaj mają odpowiednie warunki. Nie zdarza się to jednak często.

Jako ostatnią uwagę na temat podejścia do zawodu tłumacza chciałbym dodać opinię, że sami tłumacze są swoimi największymi wrogami. W końcu bardziej liczy się podejście samego tłumacza do zawodu niż klientów. Klienci zwykli postrzegać tłumaczy jako służących –wszyscy to wiemy. Oczywiście sytuacja bardzo się poprawiła i wiele osiągnięto przez ostatnie 20 lat, jednak mentalność służącego panuje wśród nas. Prawdziwy klucz do zmiany podejścia leży częściowo w rękach uniwersytetów, a częściowo samych tłumaczy: „działaj jak prawdziwy partner, a z czasem klient zacznie cię tak traktować”.