Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Po trzecie, dzielenie się skutecznymi metodami. Odnoszę się tu do zagadnień praktycznych, na przykład, kiedy studenci nie tłumaczyli nigdy całego tekstu. Ważne jest przedyskutowanie, jak podejść do długiego tekstu, jak zorganizować sobie pracę, ile wersji tworzyć, czy dopracowywać każde zdanie przed zapisaniem go.

Podczas rozmowy na temat metod – raz jeszcze należy podkreślić, że nie ma dobrych i złych, każdy znajdzie swoją własną. Czynny tłumacz, który ma praktykę może udzielić wielu cennych wskazówek.

Studentów dziwi, że uznany tłumacz dzieli ten sam strach i niepokój, te same zahamowania co oni. Są zaskoczeni, że jestem przerażony, kiedy rozpoczynam nowy tekst. Nieważne, ile książek się przetłumaczyło, zawsze towarzyszy temu strach, że się nie uda. To dodaje im otuchy. Na koniec, pokierowanie studenta w wyborze tekstu na pracę dyplomową. Studentom tłumaczeń literackich czasem wydaje się, że powinni zabrać się za wielkie dzieła, które doświadczony tłumacz uznałby za całkowicie zniechęcające, i przystępują do pracy z myślą, że mają zrobić coś wielkiego i ważnego. Wolą to, niż spojrzenie na własne doświadczenie, wiedzę i znalezienie odpowiedniejszego tekstu. Raz jeszcze, to etap, na którym czynny tłumacz może zaoferować pomocną dłoń.

W końcu czynny tłumacz działa na granicy teorii i praktyki. Możemy przedyskutować nasze doświadczenie oraz abstrakcyjne zagadnienia, takie jak: komu służy tłumacz – autorowi, wydawcy, czy czytelnikowi? Bardzo pomocne w tego typu dyskusjach jest posłużenie się przykładami dzieł. Czy teorie są nadal aktualne w prawdziwym świecie wydawniczym?

Na koniec chciałbym dodać, że uczenie innych przynosi korzyści także dla pracy tłumacza. Wykonana przez studentów analiza moich tłumaczeń i konieczność przyjęcia odpowiedzialności za własne wybory zmusiły mnie do zakwestionowania wielu założeń i do zastanowienia się nad tym, co robię i dlaczego.

Tim Martin: Dzień dobry. Pracuję dla Biura Tłumaczeń Komisji Europejskiej, które jest największym pracodawcą zatrudniającym tłumaczy na świecie. Obecnie współpracujemy z około 1200 tłumaczami pracującymi na pełny etat, i regularnie przyjmujemy nowych w otwartej rekrutacji. Zatrudniamy również studentów i absolwentów na staże. Oznacza to, że bardzo szybko dowiemy się, jak dobrze lub źle studenci zostali przygotowani, i postaramy się wydać odpowiednie rekomendacje uniwersytetom, które ukończyli.

Wszelkie sugestie, jakie zamierzam wygłosić zostały przedstawione w ten czy inny sposób różnym instytucjom na terenie Wielkiej Brytanii i Irlandii. Niektóre przyjęto, inne nie. Proszę zastanowić się, co Państwo o nich myślą.

Pierwszą omawianą przeze mnie kwestią jest potrzeba integracji między światem uniwersyteckim a profesjonalnym rynkiem tłumaczeń. Oto pięć konkretnych sugestii, jak można ją osiągnąć:

- Zamiana nauczyciel/tłumacz – proszę pamiętać, że mówię o etatowych tłumaczach, nie o freelancerach. Zamiana nauczyciel/tłumacz jest trudna do zorganizowania, ale jest najskuteczniejszym pomysłem, jaki mogę sobie wyobrazić. Jesteśmy w połowie drogi do wprowadzenia takiej zamiany w Komisji Europejskiej poprzez projekt polegający na wysłaniu etatowego tłumacza, z przygotowaniem pedagogicznym, z naszej instytucji do uniwersytetu, na część semestru, aby przeprowadził tam dane zajęcia związane z tłumaczeniem. Nie byliśmy do tej pory w stanie przyjąć do siebie w zamian nauczyciela, ale jest to możliwe - pomimo komplikacji logistycznych.