Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Nauka obsługi komputera nie stanowi wielkiego wysiłku intelektualnego. Szkoły nie powinny poświęcać jej zbyt dużej uwagi, ponieważ jest to marnotrawienie czasu spędzonego w klasie. Można nauczyć się tego później podczas praktyk i warsztatów rozwoju zawodowego. Szkoły powinny skupić się na naprawdę wymagających zagadnieniach: nauce wnikliwego czytania tekstu, pisania, edycji i wyszukiwania.

Moją trzecią i ostatnią uwagę stanowi stwierdzenie, że sama praktyka nie uczyni studenta tłumaczem odnoszącym sukcesy. Często mówi się, że trening czyni mistrza, ale nic nie jest tak dalekie od prawdy. Aby poprawiać umiejętności, trzeba być gotowym na samokrytykę. Aby się krytykować, należy określić swoje zwyczaje i zastanowić się nad nimi. Zastanowienie się nad tłumaczeniem i przedyskutowanie go z innymi wymaga pojęć i terminów, czyli teorii. Teoria, o ile dobrze się ją przekazuje, wyposaży studentów w narzędzia pojęciowe, których potrzebują, by myśleć o tłumaczeniach w zorganizowany sposób.

Również bardzo przydatna jest znajomość historii translacji, ponieważ pomaga spojrzeć na siebie jako na tłumacza, który będzie pracował w określonym położeniu geograficznym, kulturowym i gospodarczym. Przykłady z historii skłaniają do zastanowienia się nad pytaniem: „W jakim położeniu się znajdę?”.

Ros Schwartz: Wypowiadam się jako tłumacz literacki, ale wydaje mi się, że to, co powiem odnosi się do tłumaczy wszystkich specjalizacji. Chciałbym zapytać, dlaczego czynni tłumacze powinni być zaangażowani w proces szkolenia.

Po pierwsze, tłumaczenie nie odbywa się w próżni. To działalność gospodarcza, uzależniona od rynku, na którym znajduje się wielu graczy – wydawców, redaktorów, zecerów, projektantów. Świeżo wykwalifikowani tłumacze muszą być w stanie funkcjonować na takim rynku, negocjować stawki i terminy z wydawcami, rozumieć zagadnienia umowne, takie jak prawa autorskie i opłaty licencyjne, współpracować z redaktorami, zadawać właściwe pytania i ogólnie zachowywać się jak profesjonaliści. Praca jako freelancer izoluje i tłumacze nie zawsze wiedzą, jak wpasować się w większy obraz – jak praca, którą wykonują wygląda na tle reszty.

Część czasu poświęcam więc na objaśnianie studentom drugoplanowych, ale bardzo ważnych aspektów pracy tłumacza, aby pomóc im zaprezentować się jako ludzie kompetentni i pokazać jak radzić sobie w codziennej pracy. Na przykład, co się dzieje, kiedy redaktor skrytykuje tłumaczenie – jak sobie z tym radzić?

Druga kwestia dotyczy moim zdaniem najważniejszych i najbardziej ekscytujących elementów pracy czynnego tłumacza, czyli zachęcania studentów, aby kierowali się instynktem. Mówiąc jaśniej, oznacza to „dawanie im pozwolenia”. W końcu w naszej kulturze nauczyciel postrzegany jest jako osoba znająca poprawne odpowiedzi na pytania. Jednak w tłumaczeniach rzadko spotykamy dobre i złe odpowiedzi. Zamiast nich mamy wybór, a ten jest bardzo subiektywny. Jako tłumacze musimy brać odpowiedzialność za nasze wybory; musimy być przygotowani na bronienie ich. Powinniśmy też zaakceptować fakt, że część osób się z nimi zgodzi, a część nie. Ale nikt nie może powiedzieć, co jest właściwym – „niepodważalnym” tłumaczeniem – a co złym.

Studentów to przeraża. Boją się słuchać instynktu i podążać ścieżką, która może okazać się zbyt odważna czy kreatywna. Są ostrożni i szukają kompromisów. Jedną z najbardziej ekscytujących rzeczy, jaką odkryłem, jest to, że widząc, że student wpadł na dobry pomysł, możesz powiedzieć „spróbuj, zobacz, co się stanie”. Podam Państwu później kilka przykładów, o ile zostanie trochę czasu.