Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Chris Durban: Taka wiadomość na temat kursów pisania brzmi obiecująco. Tak z ciekawości, kto je prowadzi? Czy są to profesjonalni pisarze, czy stała kadra wykładowców innych przedmiotów, którym zlecono te zajęcia?

Rhoda Roberts: To zależy. Niektórzy z nich należą do stałej kadry. W pozostałych przypadkach to niepełnoetatowi wykładowcy, którzy są pisarzami. Bardzo różnie.

Ann Macfarlane: Jestem z Amerykańskiego Stowarzyszenia Tłumaczy (American Translator’s Association) i chciałabym przeprosić za materiały, które Państwo macie. Zawierają one spis treści i wstęp do książki zatytułowanej „Programs in Translation Studies, an ATA Handbook”, którą przygotowuje Amerykańskie Stowarzyszenie Tłumaczy. Od kilku lat jestem zaangażowana w tę dziedzinę i pomyślałam, że mogłyby okazać się pomocne podczas tej sesji.

Zdaję sobie sprawę, że sytuacja w Stanach Zjednoczonych różni się od tej w Kanadzie czy Europie. Wiedziałam o tym wcześniej. Teraz widzę to lepiej, ponieważ licencjackie studia tłumaczeniowe w Stanach Zjednoczonych prawie nie istnieją. Niemal wcale nie są dostępne. Ale jeśli ktokolwiek z Państwa byłby zainteresowany mniej konwencjonalnymi sposobami radzenia sobie z potrzebą szkolenia dobrych tłumaczy, książka, która ukaże się w październiku, może wydać się interesująca. I z pewnością zawiera różnorodne elementy.

Pragnę dodać, że obecna sesja uwolniła mnie od chorobliwej zazdrości, jaką odczuwałąm, kiedy przyglądałam się innym wspaniałym tłumaczeniowym programom szkoleniowym na świecie, ponieważ widzę, że nie tylko Amerykanie mają problem z pisaniem!

Pytanie od publiczności: Jestem tłumaczem hiszpańskiego, obecnie tłumaczem przysięgłym w Vancouver. Chciałbym powrócić do debaty nad kwestią, czy oddawać wiernie rejestr i jakość oryginału, czy ulepszyć je.

Myślę, że pytania, które chcielibyście Państwo zadać dotyczą przeznaczenia tłumaczonej informacji w oryginale oraz rynku docelowego. Na przykład, czy liczy się informacja, czy prawdziwy głos twórcy oryginału? W sytuacji politycznej, kiedy klient chce brzmieć dobrze, ale być może nie jest dobrym mówcą, o wiele lepiej będzie, jeśli tłumacz wygładzi jego przemowę - i to jest w porządku.

Jednak jako tłumacz przysięgły, muszę bardzo ostrożnie dobierać rejestr do mówcy. Osoba może mieć ukończone dwie klasy podstawówki i pokazanie tego może być bardzo ważne. Mówię tu o tłumaczeniach ustnych, ale przekłada się to także na formę pisemną - kiedy ważne jest wskazanie poziomu wykształcenia twórcy oryginału, możesz chcieć zachować niski rejestr i niegramatyczne konstrukcje odzwierciedlające prawdziwą wypowiedź. Może być to istotne dla decydentów. Jeśli na przykład sędzia otrzyma oświadczenie na piśmie, stwierdzające, że ktoś ukończył dwie klasy podstawówki, napisane moim językiem - absolwenta uniwersytetu - zauważy rozbieżność. Coś jest nie tak, ale to nie wina biednego autora; to tłumacz ulepszył oryginał.

Chris Durban: Poznanie rynku docelowego i przeznaczenia dokumentu jest moim zdaniem najlepszą praktyką. Jako że Ann objaśniła materiały ATA, pozwólcie Państwo, że zwrócę uwagę na jednostronicowy materiał podsumowujący poruszane kwestie, oraz kopię felietonu, który napisałem dla ITI Bulletin oraz ATA Chronicle zatytułowany „The Onionskin”. Skierowany jest do osób niezwiązanych z językoznawstwem i przygląda się wpadkom tłumaczeniowym oraz udanym tłumaczeniom, co oznacza, że odnosi się do wspomnianych dziś zagadnień.
Prowadząc badania do publikacji w „The Onionskin”, dowiedziałem się, że klienci zlecający tłumaczenie prawie zawsze chcieli, żeby tekst docelowy dobrze się czytał. Nie mieli na myśli teorii „śmieci weszły, śmieci wyszły”- tego nie było w umowie.