Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Werner Richter: Jestem tłumaczem literatury z Austrii, a moje pytanie dotyczy twórczego pisania - które zostało tu wspomniane - jak go Państwo nauuczają. Dla każdego wykładającego tłumaczenia literackie jest jasne, że płyną z tego ogromne korzyści, że to ważna kwestia, jestem pewien, że Ross i Peter się ze mną zgodzą. Jednak w świetle tego, co powiedział Chris, o nieporadzeniu sobie z pisaniem, myślę, że należy uznać, że umiejętność pisania jest podstawą nawet w przypadku tłumaczeń hadlowych, technicznych czy naukowych. W zasadzie, wszyscy zgadzają się w kwestii ważności umiejętności pisania. Moje pytanie brzmi więc, czego uczy się na uniwersytetach. Jestem tłumaczem czynnym w jednej dziedzinie i nie bywam na uczelni. Chciałbym wiedzieć, czy twórczego pisania uczy się obecnie na uniwersytetach. Czy odbywa się to na wszystkich poziomach, nie tylko dla początkujących?

Tim Martin: Nie mam informacji, o które pytasz. Mogę jedynie przytoczyć bardziej opinie niż fakty na temat, czego właściwie się uczy. Jednak mój punkt widzenia na wprowadzanie obowiązkowego kursu pisania, twórczego i technicznego jest następujący: absolwenci nie wiedzą, jak wygląda dobra, a jak zła praca pisemna, ponieważ nie są w stanie tego ocenić. Większość z tego, z czym będą mieć i z pewnością mają do czynienia w mojej organizacji, to marne prace pisemne i dobrze napisane tłumaczenia literackie.

Bardzo ważne jest, żeby nieopierzony tłumacz potrafił nie tylko tłumaczyć, ale jeśli zajdzie potrzeba - poprawiać, ulepszać i przede wszystkim, obronić swoje zdanie w konfrontacji z klientem czy autorem, przez telefon, e-mail, en connaissance de cause. Muszą być świadomi, o czym mówią, ponieważ wiedzą, jak wygląda źle zbudowane zdanie.

Moim zdaniem, u podłoża wielu problemów z tłumaczeniami instytucjonalnymi leży ich kiepska jakość, podobnie jak jak złe oryginały, co nie powinno mieć miejsca. Nie możemy spodziewać się idealnych tekstów źródłowych w mojej organizacji, ponieważ większość z nich nie była i raczej nigdy nie będzie napisana przez rodzimych użytkowników języka. A przyszłość zapowiada się jeszcze gorzej.

Chris Durban: Albo lepiej! Dlaczego nie postrzegać słabej jakości tekstów autorskich jako możliwości świadczenia niezbędnej usługi przez tłumacza?

Tim Martin: Lepiej! Masz rację, dziękuję, Chris. Ale to będzie jeszcze trudniejsze. Wracając do pytania, jednym z powodów wprowadzenia obowiązkowych kursów pisania jest umożliwienie studentom oceniania jakości tekstów.

Komentarz publiczności: Z całym szacunkiem, mając marny oryginał, otrzymamy marne tłumaczenie. Chyba wprowadzamy niepotrzebne zamieszanie, jeśli mamy do czynienia ze złym tekstem wyjściowym, może powinniśmy zatrudnić pisarza zamiast tłumacza. Mówi Pan o całkowicie innej kategorii. Proszę pamiętać, tłumacz to tłumacz.

Nie tak dawno pewien tłumacz mówił o tłumaczu rosyjskim, który tak przełożył tekst Goethego, że rosyjskie tłumaczenie było lepsze niż sam Goethe. W tej sytuacji coś nie pasowało. Osoba ta była być może świetnym pisarzem, ale marnym tłumaczem. Próbuję powiedzieć, że tekst wyjściowy ma znaczenie i jako tłumacze mamy obowiązek przekazać informację, nawet tworząc marne tłumaczenie, jeśli potrzeba.

Tim Martin: Nie zgadzamy się tu. Nie sądzę, że w obowiązku tłumacza leży przekazanie słabej jakości tekstu i nigdy tak nie myślałem. Ale proszę pamiętać, rozpoczęliśmy ten panel od dyskusji między pięcioma osobami reprezentującymi pięć zagadnień, co oznacza pracę w pięciu różnych kontekstach.

W moim kontekście, czyli polityczno-instytucjonalnym, staralibyśmy się ulepszyć słabej jakości oryginał. Ale jeśli nam się nie uda, upewniamy się, że wkrótce powstaną 22 tłumaczenia, które będą lepsze niż oryginał i które nie będą zawierać jego błędów. To nie jest dla nas kwestia etyczna, po prostu tak działamy. Naprawdę nie zgadzamy się w tej kwestii. Ale przyznaję, że z pewnością w niektórych kontekstach moje słowa są nieodpowiednie.