Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Myślę, że problem dotyczy również podejścia do korpusu i innych zagadnień związanych z lingwistką stosowaną. Ci z nas, którzy pracują na uniwersytetach, powinni zapytać wszystkich naukowców zajmujących się studium przekładu, prowadzących studia magisterskie i doktoranckie. „Czy uznajecie na tych szczeblach praktykę?”.

Pytanie od publiczności: Kilka lat temu uzyskałem dyplom magisterski z tłumaczeń. Pracując jako freelancer, spotykam ludzi, którzy często powtarzają: „Jest Pan magistrem tłumaczeń, to świetnie, ale jakie jest Pana techniczne przygotowanie? Czy ma Pan licencjat z geologii, czy tytuł magistra, i z czego ma Pan doktorat, z fizyki?” .W świetle tego, czy mogliby Państwo wypowiedzieć się na temat specjalizacji.

Ros Schwartz: Czasem ludzie mają wiedzę specjalistyczną, z której nie zdają sobie sprawy. Mogą mieć jakieś hobby czy grać na jakimś instrumencie, uprawiać sport czy świetnie gotować. Jednak nigdy nie wiążą tego z pracą tłumacza. Dlatego często mówię studentom, żeby pomyśleli o innych dziedzinach swego życia. Często jest coś, w czym są specjalistami, ale jest to hobby i nie uważają tego za możliwą dziedzinę tłumaczeń. Ważne, żeby zachęcać studentów do ustalenia własnych kręgów specjalizacji, zanim zgłębią kolejne, całkiem nowe zagadnienie.

Chris Durban: Zgadzam się. I o ile przyznaję, że specjalizowanie się jest ważne, istotne jest też, żeby nie inwestować za dużo czasu w pracę nad dziedzinami narzuconymi przez rynek. Należy bacznie obserwować; śledzić bieżące wydarzenia (w swojej specjalizacji), aby przewidzieć, na jaką tematykę będzie zapotrzebowanie w przyszłości. Trzeba upewnić się, że posiada się podstawy, na przykład księgowości, teorii inwestycji czy makroekonomii, następnie śledzić prasę w poszukiwaniu gorących tematów i dziedzin, które będą na topie za pół roku czy rok - np. ład korporacyjny lub odpowiedzialność społeczna, a może międzynarodowe standardy księgowości? Ponadto należy spędzać dużo czasu, czytając, aby być na bieżąco z informacjami w dziedzinach, które się tłumaczy i w nowych, które mogą niebawem wpaść na biurko.

Germán José Pareja: Jestem tłumaczem hiszpańskiego w Vancouver. Uwaga Courtney na temat uczniów liceów w roli tłumaczy dla rodzin przywołała wspomnienia z młodości, kiedy dużo tłumaczyłem dla mojej mamy - podczas wizyt u lekarza, w sklepie itp. Nie mogłem się doczekać, kiedy to się skończy. Chciałem być zwyczajnym dzieckiem, chodzić na plażę - nie chciałem tłumaczyć!

Nie zamierzam wylewać ci kubła zimnej wody na głowę, ale wtedy nie podobała mi się ta rola, nieważne, czy byłem w tym dobry. (Właściwie nie wiem, czy byłem dobry, ale z pewnością lepszy niż moja mama). Nieistotne jest także, czy miałem odpowiednie umiejętności - nie mogłem zostać profesjonalnym tłumaczem, ponieważ nie umiałem dobrze pisać po angielsku. Miałem zamiar nauczyć się angielskiego lepiej niż czegokolwiek innego, nie chciałem jednak porzucać hiszpańskiego - zawsze lubiłem ten język. Wtedy więc nie mogłem naprawdę rozwijać umiejętności, o których mówisz. Trzeba być wyjątkowym dzieckiem, aby od tamtych doświadczeń przejść do kariery zawodowej w tłumaczeniach. Dobrze, mnie się udało, ale miałem również 20-letnią przerwę, żeby studiować fizykę, sejsmologię i masę innych rzeczy, zanim powróciłem zawodowo do tłumaczenia.

Courtney Searls-Ridge: To ciekawe, ponieważ badania wykazują, że wiele dzieci to uwielbia! Chodzi o to, że można zebrać tych młodych ludzi, którzy zostali tłumaczami dla rodzin i powiedzieć im „ Twój język ojczysty to wielki atut. Czy ktoś ci to powiedział?”. O to chodzi w naszych badaniach.

Jest tu z nami jedna z badaczek, Claudia Angelelli z Uniwersytety w San Diego, i jestem pewna, że z chęcią wyjaśni tę kwestię, jeśli ktoś będzie chciał porozmawiać z nią w dalszej części konferencji. Ale twoje uwagi są interesujące i sądzę, że niektórzy młodzi ludzie postrzegają taką rolę jako obciążenie.