Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Promocja swoich usług tłumaczeniowych: tłumaczenia próbne – czy warto je wykonywać?

Andrei Gerasimov

tłum. Eugenia Koleśnikowa

Źródło:

 

Od momentu, jak moje pierwsze tłumaczenie zostało opublikowane w popularnym radzieckim magazynie literackim Znamia (Sztandar), chęć bycia zawodowym tłumaczem zdominowała całe moje życie. Wydarzyło się to w 1981 roku, kiedy ukończyłem Moskiewski Uniwesytet Państwowy. Jednak ze względu na sytuację ideologiczną i gospodarczą, która panowała w kraju, zdobyłem stopień doktora dopiero w roku 1989, i wtedy miałem szansę zostać pełnoetatowym, niezależnym tłumaczem literackim. Nie przegapiłem tej szansy.

W ciągu dziewięciu lat przetłumaczyłem 56 dzieł literackich, w tym utwory Irwina Shawa, Williama Styrona, Johna Irvinga, Jackie Collins, Jacqueline Susann i wielu innych. Ogólny nakład, w tym liczne przedruki, przekroczył 10 milionów egzemplarzy. Bardzo cieszyłem się, że mam taką pracę i swobodę twórczą. Wynagrodzenie też było dobre, jak na rosyjskie standardy oczywiście.

Szeroko znany kryzys gospodarczy 1998 roku spowodowany przez rosyjskich potentatów finansowych położył kres temu pomyślnemu okresowi w moim życiu. Rynek książkowy przeżył swój dramatyczny upadek. Nawet w czasach dzisiejszych uważa się, że książka odnosi sukces, jeśli jej nakład wynosi ponad 5000 egzemplarzy. Najlepsi tłumacze literatury mają śmieszną stawkę – 1 USD za stronę rozliczeniową, i to w czasach, gdy w Moskwie jest więcej Mercedesów 600 niż w każdej innej stolicy państw świata.

Jednak te niskie stawki nie stały się główną przyczyną mojej ucieczki z rosyjskiej branży literackiej/wydawniczej. Na początku kariery tłumaczeniowej mogłem wybierać do tłumaczenia najlepsze amerykańskie książki i wszystkie, które tłumaczyłem przynosiły duży dochód. Jednak w późnych latach 90. popyt na rynku rosyjskim ograniczył się do tzw. „powieści dla służących” – szmatławych czytadeł niskiej jakości. Jestem przekonany, że tłumacz literatury powinien przekładać tylko te utwory, które podziwia i odrzucać takie, którymi gardzi.

Na początku roku 1999 stwierdziłem więc, że skupię się na tłumaczeniach technicznych i tekstów reklamowych dla firm zagranicznych. Wybór ten był oczywisty, ponieważ jestem doktorem nauk techniczych i mam dziewięć lat doświadczenia w inżynierii. Co więcej, doszedłem do wniosku, że tłumaczenie reklamy bardzo przypomina tłumaczenie literackie.

Ktoś może zapytać: „Dlaczego firmy zagraniczne?” Wkrótce przekonałem się, że potencjalni klienci w Rosji wcale nie są zainteresowani wysoką jakością tłumaczenia. W większości przypadków wolą zatrudnić studenta, który będzie tłumaczył za 0,01 USD za wyraz albo nawet za niższą stawkę. W innych firmach tłumaczenia wykonują sekretarki – panie z długimi nogami zatrudnione przez tak zwanych „nowych Rosjan” jako „służące do wszystkiego”. Zdarza się, że mają one certyfikat o ukończonym trzymiesięcznym kursie angielskiego.