Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

1) Statystyka słów niektórych próbek przekracza rozsądną liczbę, a więc czasami takie próbki wyglądają jak naciągana próba zdobycia darmowego tłumaczenia.

2) Zazwyczaj firmy nie zapewniają żadnego materiału referencyjnego, aby upewnić się, że terminologia jest używana konsekwentnie. Klient uważa przekład za dobry, kiedy tłumacz używa terminologii, do której klient jest przyzwyczajony. To jest szczególnie ważne, kiedy językiem docelowym jest rosyjski, ponieważ różne firmy/klienci w tym państwie posługują się różną terminologią.

3) Brak kontekstu. Tłumacząc dokument naszpikowany bardzo fachowym słownictwem technicznym, w wielu przypadkach nie możemy oddać znaczenia, dlatego że mamy do czynienia z krótkim fragmentem oderwanym od całego dokumentu.

4) Tłumacz nie wie, kim są odbiorcy docelowi danego tekstu. To jest duży minus, ponieważ wiele terminów technicznych różnie się tłumaczy, w zależności od tego, kim będzie docelowy użytkownik. Technik serwisowy w sklepie samochodowym używa innej terminologii specjalistycznej niż dziennikarz z magazynu motoryzacyjnego lub posiadacz samochodu. Tłumacze powinni zawsze brać tę różnicę pod uwagę i wiedzieć, dla kogo tłumaczą.

5) Tłumaczenie próbne nie mówi nic o rzeczywistych kompetencjach tłumacza, ponieważ każdy nowicjusz może zatrudnić doświadczonego mistrza, aby przetłumaczył bądź zredagował taki przekład.

6) I najbardziej istotny powód to kwestia etyki. Nazwałbym to „kim są sędziowie”? Zazwyczaj oceny dokonuje niczego niepodejrzewający bezpośredni konkurent starającego się o pracę! Taka sytuacja niewątpliwie wpływa na proces oceniania na poziomie świadomym lub podświadomym.

Pomimo to, ogólnie rzecz biorąc, moja autoreklama okazała się bardzo udana. Dziesiątki biur poinformowały mnie, że dodały moje dane do swoich baz danych tłumaczy i obiecały skontaktować się ze mną, jak tylko zaistnieje taka potrzeba. Około 20 biur zaczęło wysyłać do mnie zlecenia. Później otrzymałem poztytywne opinie i wyrazy wdzięczności. Objętość mojej pracy w 2000 roku wyniosła ponad 350,000 słów – i to tylko pierwszy rok w biznesie tłumaczeniowym na skalę międzynarodową.

Po analizie wyników kampanii autopromocji, doszedłem do następujacego wniosku –biura przesyłają albo formularze i próbki, albo zlecenia. Kiedy przesyłają Ci próbkę, oznacza to, że albo nigdy nie mieli zleceń z zakresu twojej specjalności, albo nie potrzebują nowych tłumaczy z twoją specjalnością, ponieważ mają ich wystarczająco w swojej bazie danych. W większości przypadków formularze i próbki są tylko formalną odpowiedzią, która tak naprawdę oznacza odrzucenie ubiegających się o pracę, usługi których są niepotrzebne.

Jak dotąd, widziałem tylko jeden wyjątek, który moim zdaniem, potwierdza jedynie regułę. Biuro STB (Surrey Translation Bureau z Wielkiej Brytanii, dyrektor – John Cooke) wysłało mi formularz i umowę o zachowaniu poufności; otrzymałem również niemal tak długie kwestionariusze, jak referencje największych rosyjskich wydawców, którzy dali mi listy polecające. Po tym, jak spełniłem wszelkie prośby tego biura, zacząłem dostawać zlecenia. Później dowiedziałem się, że firma ta notorycznie nie płaci swoim niezależnym tłumaczom, co nie świadczy o niej dobrze. Bardzo ciężko było dostać od nich pieniądze.