Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Druga linia obrony – wybitnie irytująca „nihongo no bunpo” (gramatyka języka japońskiego)

Kolejną ogromną przeszkodą jest gramatyka języka japońskiego. Dla tych osób rozpoczynających naukę japońskiego, których pierwszym językiem jest angielski lub inny język europejski, japońska gramatyka wydaje się dżunglą pełną nieznanych i niebezpiecznych zwierząt. Części mowy w większości europejskich języków są identyczne, a przynajmniej bardzo podobne – przecież ich reguły gramatyczne i konwencje językowe odzwierciedlają łacińską gramatykę.

W angielskim czy francuskim można łatwo określić podmiot, rzeczownik czy czasownik, a także początek i koniec wyrazu. Jednak gramatyka języka japońskiego nie ma nic wspólnego z gramatyką języka łacińskiego. Określenie początku i końca wyrazu jest zadaniem odbiorcy danego tekstu; spacje nie są używane i tak naprawdę nie wiadomo, co w języku japońskim stanowi wyraz, czy w ogóle wyraz jest obowiązującą jednostką strukturalną języka. Co więcej, najczęściej nie istnieje rozróżnienie na liczbę pojedynczą i mnogą.

W celu zapewnienia wierności tłumaczenia można podawać każdy rzeczownik w dwóch formach: część/części, hak/haki, koło/koła, nóż/noże itd. Tłumacz patentów może zrobić to w tekście raz lub dwukrotnie, uzasadniając dokładnością tłumaczenia, jednak w dalszej części patentu będzie zmuszony dokonać ryzykownego wyboru, opartego o pojawiające się w treści  dane liczbowe. Dlatego zapytany przez prawnika o to, czy w japońskim oryginale rzeczowniki występują w liczbie pojedynczej, czy mnogiej, zazwyczaj odpowiadam szczerze, że nie wiem.

Język japoński nie posiada również spójnego systemu czasów gramatycznych – pomimo rozróżnienia między teraźniejszością a przeszłością, nie występuje czas przyszły. Mimo to, pewne przymiotniki (tak zwane przymiotniki „keiyo doshi”) pojawiają się w czasie teraźniejszym i przeszłym. Jednak w patentach dominuje nieokreślona cząstka –ru, podobna do bezokolicznika w językach europejskich. To również przysparza problemów w tłumaczeniu, chociaż nie tak wielu, jak brak rozróżnienia między liczbą pojedynczą a mnogą. Co więcej, czas przeszły jest używany w miejscach, w których w języku angielskim występuje czas teraźniejszy i na odwrót (ten problem jednak funkcjonuje również w innych językach, na przykład niemieckim).

Dużo większą przeszkodą jest składnia – japońskie zdanie nie musi zawierać ani podmiotu, ani dopełnienia, ale zawsze kończy się czasownikiem, tak jak w języku niemieckim. To lekceważące podejście do podmiotu wynika z dużo większego znaczenia kontekstu niż w angielskim. W języku japońskim kontekst spełnia określoną funkcję gramatyczną.

Podmiot mogą stanowić partykuły wa, ga, wo (wo występuje najczęściej w roli dopełnienia, które w tłumaczeniu należy czasem zamieniać na podmiot), które zazwyczaj wskazują pozycję i związki rzeczownika z innymi częściami zdania. Jednak podmiot, będący jedną z powyższych partykuł, może wystąpić kilka zdań przed fragmentem, który akurat należy przetłumaczyć.

Borykający się z dziwacznymi, skomplikowanymi terminami technicznymi tłumacz może zapomnieć, co tak naprawdę było podmiotem, szczególnie, gdy partykuła znajdowała się na poprzedniej stronie tekstu. Jednak prześledzenie powiązań międzywyrazowych umożliwia bezbłędne odnalezienie właściwego podmiotu, o ile oczywiście tłumacz rozumie poszczególne zdania (i jeśli mają one jakiś sens w oryginale, co nie zawsze jest oczywiste).