Czytelnia / Kształcenie i zawód tłumacza

Nie twierdzę, że nauka niemieckiego, francuskiego, rosyjskiego etc. jest łatwa; ale użytkownikowi jednego z języków europejskich o wiele trudniej nauczyć się takiego języka, jak japoński czy chiński. Jedną z trudności w japońskim (którą nazwałbym pierwszą linią obrony przed obcymi tłumaczami i użytkownikami języka) jest obowiązujący system znaków.

Nauka jakiegokolwiek języka wymaga umiejętności czytania i pisania w nim. W przypadku japońskiego oznacza to konieczność nauki dwóch alfabetów: katakana, używanego głównie do transkrypcji słów obcego pochodzenia, oraz hiragana, używanego do zapisu japońskich słów i oznaczania takich aspektów gramatycznych, jak czas czy przyimki (które w języku japońskim znajdują się za rzeczownikiem); należy  nauczyć się również kilku tysięcy znaków, zwanych kanji (co oznacza „Chińskie znaki”, gdyż większość z nich została zapożyczona z języka chińskiego).

Do czytania prostych tekstów wystarczy dwa tysiące znaków kanji, ale tłumaczenie tekstów technicznych i medycznych wymaga znajomości około czterech tysięcy. Jeśli nie jesteś Japończykiem, który rozpoczął naukę kanji już w przedszkolu i jest otoczony tym systemem skomplikowanych znaków przez całe życie, będziesz potrzebować prawdopodobnie kilku lat na ich zapamiętanie; nauka francuskiego czy rosyjskiego tego nie wymaga. Z drugiej strony, liczba znaków i ich kombinacji jest ograniczona - nauczenie się ich jest bardzo czasochłonne, ale możliwe.

Kolejnym problemem pojawiającym się przy tłumaczeniu japońskich patentów jest niska czytelność starszych dokumentów. Nierozpatrzone (Kokai) Zgłoszenie Patentowe ma cztery małe strony, które mieszczą się na dużej stronie (format amerykański, czyli A4 w Japonii) tylko dzięki temu, że znaki są bardzo małe. Gdy rozmiar jest zmniejszony, niektóre kombinacje kresek w skomplikowanych znakach, składających się często z przeszło dwudziestu elementów, zazwyczaj bardzo małych, wyglądają jak ciemne prostokąty nazywane przez profesjonalnych tłumaczy technicznych „dziwacznymi kleksami”.

Problem polega na tym, że niewyraźna część znaku uniemożliwia jego odczytanie i tłumacz, w oparciu o swoje doświadczenie, musi domyślać się znaczenia. W przypadku języka francuskiego czy niemieckiego takie problemy mogą wystąpić w kilkudziesięcioletnich zgłoszeniach patentowych; ale nawet tam nieczytelne bywają tylko pojedyncze litery, a nie najistotniejsza część słowa. Tłumacze japońskich patentów natomiast, w zależności od kontekstu, muszą wybrać jeden z kilkunastu znaków potencjalnie pasujących do danego kleksa. I tu pojawia się problem: jeśli tłumacz nie widzi całego znaku, musi zgadywać i nie może być całkowicie pewien słuszności podejmowanych wyborów.

Gdybym wstawiał przypis tłumacza w każdym miejscu, w którym pojawia się nieczytelny znak, straciłbym wszystkich klientów. Dlatego zazwyczaj próbuję domyślać się znaczeń bez informowania o tym klienta. Dzięki dwudziestoletniemu doświadczeniu w tłumaczeniu japońskich patentów zwykle dokonuję trafnych wyborów, które jednak w dużej mierze nadal opierają się na zgadywaniu. Dzięki rozwojowi techniki, najnowsze wnioski o przyznanie patentu są drukowane dużą, łatwą do odczytania czcionką. Jednak wiele patentów wymagających tłumaczenia pochodzi sprzed dwudziestu, trzydziestu lub pięćdziesięciu lat; najstarszy japoński patent, który tłumaczyłem w zeszłym roku, na szczęście bardzo czytelny, pochodził z 1937.

W 1868 roku rozpoczęto wprowadzanie zmian do systemu japońskich znaków, które miały na celu jego uproszczenie. Udało się to do pewnego stopnia, ale jednocześnie wprowadziło kolejne utrudnienie: powstały nowe, „łatwiejsze” znaki kanji, które tłumacz musi zapamiętać wraz z dawnymi znakami. Niestety przebrnięcie przez wyjątkowo skomplikowany system znaków jest dopiero pierwszym krokiem na drodze do opanowania języka japońskiego.